miod-dla-dakini-2016-dechen-roder_07

„Miód dla dakini” – wrażenia z filmu

Kiedy wybierałam się na film „Miód dla dakini” bhutańskiej reżyserki Dechen Roder, spodziewałam się wszystkiego, ale na pewno nie tego, że zdobycie biletu będzie graniczyło z cudem. Na wiele godzin przed projekcją, udało mi się zarezerwować jedno z ostatnich miejsc. W czasach, gdy kina świecą pustkami, tłum, jaki pojawił się na filmie był naprawdę czymś niezwykłym.

Film był wyświetlany w ramach Festiwalu Pięć Smaków. Dzięki organizatorom wydarzenia, na pokazie filmu pojawiła się sama reżyserka. Tuż przed projekcją Dechen Roder zrobiła króciutkie wprowadzenie do filmu. Utkwiło mi w pamięci jedno zdanie. „Wszyscy jesteśmy amatorami” – powiedziała o sobie i innych filmowcach z Bhutanu. Nie wyczułam w tym żadnej fałszywej skromności, raczej ogromną szczerość. Faktem jest, że w Bhutanie nie ma żadnej szkoły filmowej, a pierwsze filmy zaczęły powstawać tam dopiero w lata dziewięćdziesiątych.

Czy film sprawiał wrażenie amatorskiego? Moim zdaniem nie. Przede wszystkim zaskoczyły mnie wspaniałe zdjęcia. Było to tym bardziej istotne, że tak pięknie sfilmowana bhutańska przyroda odgrywała w filmie jedną z głównych, jeśli nie główną rolę. Ale do tego jeszcze wrócę. Jedynym mankamentem były dla mnie fragmenty scenariusza, kiedy to, moim zdaniem, autor za bardzo chciał widzowi wyjaśnić, na czym polega intryga i o czym będzie film. Na szczęście ten odrobinę przegadany początek, rekompensowało bardzo fajne poczucie humoru, jakie przewijało się w pierwszej części filmu. Wraz z rozwojem akcji film był stawał się coraz bardziej wciągający.

Główny wątek „Miodu dla dakini” to zaginięcie przeoryszy buddyjskiego klasztoru, ukrytego w maleńkiej wiosce pośród gór. Pierwszą podejrzaną jest tajemnicza, żyjąca na uboczu młoda kobieta. Młody, zgorzkniały policjant ma za zadanie ją przesłuchać i dowiedzieć się, czy faktycznie jest winna. Nie udaje mu się to jednak, bowiem kobieta dowiaduje się, że jest poszukiwana i ucieka. Policjant dostaje trudne zadanie. Musi w cywilnym przebraniu wyruszyć na jej tropem, a następnie, nie zdradzając kim jest, zdobyć jej zaufanie. Tylko w ten sposób będzie miał szansę nakłonić ją do wyznania prawdy. Więcej nie napiszę, aby nie zdradzać fabuły. Powiem tylko tyle, że przez cały film przewija się stare powiedzenie: to, czego szukasz, szuka ciebie.

Tak, jak wspominałam, jednym z głównych bohaterów jest przyroda. Choć widzimy ją cały czas, o tym, jak wielką rolę odgrywa, dowiadujemy się dopiero w połowie filmu. Dla mnie osobiście była to bardzo ważna chwila. Zdałam sobie sprawę, że kompletnie nie dostrzegałam tego, co cały czas było na pierwszym planie: bhutańskiej przyrody. Traktowałam ją jako piękny ozdobnik, a tymczasem to ona była główną bohaterką.

Akcja rozgrywa się w dolinie Bhumtang. Nie bez przyczyny właśnie tam. Jest to dzika i rzadko odwiedzana przez turystów część Bhutanu. Nawet w rozmowach bohaterów widać , że to miejsce uchodzi w Bhutanie za odległą od cywilizacji ostoję tradycji. Oczywiście jako reprezentantka Soul Travel szczególnie zwróciłam na to uwagę, ponieważ dolina Bhumtang to ta część Bhutanu, do której organizujemy wyprawy. Przeczytaj o naszej planowanej wyprawie do rejonu Bhumtang>>

Bardzo ważnym elementem filmu jest kobiecość. Znajdziemy tu ją pod wieloma postaciami: mądrej staruchy, czystej i dobrej kobiety w kwiecie wieku oraz małej dziewczynki, która widzi więcej niż inni. Oglądając film spotkasz też kobiecość w formie drapieżnej i agresywnej. Kilkakrotnie przewijał się obraz kobiety z łukiem. W trakcie dyskusji po seansie zapytałam Dechen Roder, czy ma to jakieś specjalne znaczenie. Okazało się, że ma. W Bhutanie łucznictwo uchodzi za sport typowo męski, którego nie wypada uprawiać kobietom. A zatem białogłowa z łukiem to swego rodzaju złamanie tabu. Jest to także nawiązanie do jednego z wizerunków dakini, portretowanej właśnie z tą bronią.

Innym motywem przewijającym się w filmie jest wątek duchowy. „Miód dla dakini” jest swego rodzaju odpowiedzią na pytanie, do czego może doprowadzić pożądanie dóbr materialnych. Czy może wyniknąć stąd cokolwiek dobrego? Czy zawsze mamy prawo sięgać po rzeczy, których pragniemy? Wreszcie – czy takiego pragnienia można się pozbyć, uleczyć z niego jak z choroby?

Film mówi też wiele o tym, co naprawdę znaczy być outsiderem. „Zawsze walcz o to, w co wierzysz” – mówi główna bohaterka. Być może na tym właśnie polega droga eremity? Nie na podążaniu za grupą, lecz za tym, w co się wierzy i co się czuje? Jak widać jednak w filmie, nie jest to droga usłana różami. Wspólnota nie przepada za tymi, którzy chodzą własnymi drogami.
Mimo wszystkich trudnych kwestii, jakie poruszał film, jego przekaz odebrałam jako niezwykle optymistyczny. W głębi serca każdy wie, czy postępuje dobrze czy źle. I jeśli tylko pozwoli swojemu wewnętrznemu dobru dojść do głosu – ono wygra.

Zdjęcie, kadr z filmu „Miód dla dakini”, należy do materiałów dystrybutora.