Legenda Gwatemali

Xocomil, wiatr Atitlanu – Gwatemala, opowieść ludowa

Dawno, dawno temu, w górach Gwatemali, pomiędzy terenami plemion Kaqchikel i Tz’utujil, rozciągała się ogromna pustynia. Jej spalona słońcem ziemia była świadkiem niekończących się walk i rozlewu krwi. Bowiem ludy Kaqchikel i Tz’utujil toczyły ze sobą odwieczną wojnę.

Pewnego dnia Utzil, młody książę ludu Kaqchikel, podjął decyzję, że czas zakończyć historię śmierci i nienawiści. Postanowił, że pogodzi oba zwaśnione plemiona i zaprowadzi pokój.

Utzil wyruszył przez pustynię z pokojową misją do ludu Tz’utujil. Szedł sam, nie towarzyszyli mu żadni wojownicy ani słudzy. Nie zabrał też ze sobą żadnej broni. Miał tylko tyle zapasów, ile zdołał unieść. Mimo że książę był młody i silny, długa piesza wędrówka w palącym słońcu szybko go wyczerpała. Dokuczało mu też ogromne pragnienie.

Nagle Utzil zobaczył na horyzoncie oazę. Zebrał resztki sił i ruszył w jej kierunku. Kiedy jednak dotarł do celu, zamiast źródła czystej wody znalazł tylko płytki, mulisty staw. Mimo ogromnego rozczarowania, postanowił, że się nie podda. Wierzył w swoją misję i to dodawało mu sił. Gdy już opuszczał nieprzyjazne miejsce, usłyszał rozpaczliwe wołanie. Zaczął szukać istoty, która wzywała pomocy. Okazało się, że był to umierający z pragnienia aligator. Książę ulitował się nad zwierzęciem i zaniósł je do mulistego jeziorka, aby choć w ten sposób ulżyć jego cierpieniom.

Gdy tylko ciało aligatora zanurzyło się w błocie, nagle ze stawu wytrysnęła kryształowo czysta woda. Utzil napił się i nabrał wody na zapas. Gdy odchodził, aligator przemówił do niego:

– Panie, uratowałeś moje życie, chociaż sam opadałeś z sił. Dobro, które mi uczyniłeś, na pewno wróci do ciebie. Niech bogowie błogosławią wszystkie twoje dążenia.

Utzil ruszył w dalszą podróż. Wreszcie dotarł do kraju plemienia Tz’utujil. Gdy powiedział napotkanym ludziom, kim jest i skąd przybywa, ci natychmiast wszczęli alarm. Nadbiegli wojownicy, pochwycili księcia i zaprowadzili go przed oblicze króla.

– Po co tu przyszedłeś i dlaczego naruszasz nasze granice? – zapytał władca.

– Królu, przybywam do ciebie sam i bez broni. Nie chcę z tobą walczyć, nie chcę też odebrać twoich bogactw ani krzywdzić twoich poddanych. Mam jedno pragnienie: chcę zaprowadzić pokój pomiędzy nasze narody.

Król, słysząc szczere słowa młodzieńca, wzruszył się.

– Przebyłeś tu długą drogę i przyniosłeś nam bezcenny dar, jakim jest pokój. Pozwól, że ja też ofiaruję ci to, co mam najcenniejszego. Tym darem jest moja córka, Zacar. Pragnę, abyście się pobrali. Wasz ślub przypieczętuje pokój pomiędzy naszymi narodami.

W tym momencie spojrzenie Utzila napotkało spojrzenie Zacar. Młodzi natychmiast zapałali do siebie gorącym uczuciem.

Od razu ogłoszono zaręczyny i rozpoczęto przygotowania do ślubu. Niemal wszyscy Tz’utujil radowali się z zakończenia konfliktu i ze szczęścia młodej pary. Wyjątkiem był Chojinel, królewski dostojnik. Człowiek ten od dawna pałał gorącym uczuciem do mądrej i dobrej Zacar, lecz nie uzyskał zgody króla na poślubienie księżniczki.

Ceremonia ślubna była wystawna, barwna i pełna radości. Podczas jej ostatniej części, zgodnie z tradycją, Utzil musiał zostać poddany próbie, aby udowodnić, że jest wart Zacar. Książę otrzymał łuk i musiał trafić dwunastoma strzałami w rzuconą w powietrze kolbę kukurydzy, zanim spadnie ona na ziemię. Strzały podawali mu królewscy dostojnicy. Pierwsze jedenaście trafiło prosto do celu.

Jednak dwunastą strzałę miał podać Chojinel. Zazdrosny mężczyzna postanowił, że udaremni księciu przejście próby. Podając Utzilowi strzałę, celowo upuścił ją na ziemię. Zanim książę zdążył ją podnieść, kolba spadła na ziemię. Utzil, rozwścieczony złośliwością dostojnika, podniósł strzałę i ugodził go, zabijając na miejscu. Następnie pochwycił Zacar i rzucił się do ucieczki. Królewskie straże otrzymały rozkaz ścigania kochanków.

Utzil i Zacar uciekali długo, aż dotarli do terenów, na których niegdyś rozciągała się pustynia. Po suchych terenach nie było jednak ani śladu. Znajdowało się tam natomiast ogromne jezioro. Gdy podeszli bliżej, z wody wyszedł aligator, któremu Utzil uratował życie. Aligator pragnął pomóc przedostać się kochankom na drugi brzeg, lecz okazało się to niemożliwe. Nie mógł udźwignąć na swoim grzbiecie dwojga ludzi.

Młodzi postanowili, że Zacar będzie czekać na ukochanego na brzegu, podczas gdy on wyruszy na grzbiecie aligatora, aby znaleźć dla nich łódź. Zacar ukryła się w jaskini, a Utzil odpłynął. Niestety poszukiwania okazały się trudniejsze niż przypuszczał. Dopiero następnego ranka udało mu się znaleźć porzuconą łódkę.

Szczęśliwy Utzil powrócił łodzią nad brzeg, gdzie miała oczekiwać go ukochana. Gdy wszedł do jaskini oczom jego ukazało się rozszarpane ciało ukochanej. W nocy napadły ją dzikie kojoty.

Utzil, szlochając i wykrzykując swój ból, wziął w ramiona szczątki Zacar i wszedł do jeziora. Szedł cały czas przed siebie, aż jego stopy przestały dotykać gruntu, a woda nowego jeziora zakryła go aż po czubek głowy. Zniknął tam na zawsze, nie wypuszczając z ramion ciała ukochanej Zacar.

Ten tragiczny dzień odmienił na zawsze historię ludów gór Gwatemali. Tz’utuji i Kaqchikel byli tak poruszeni dramatycznymi wydarzeniami, że postanowili zawrzeć pokój, zgodnie z pragnieniem Utzila i Zacar.

Nawet bogowie, którzy patrzyli na rozgrywające się wydarzenia, byli głęboko wzruszeni. Powołali do życia wiatr Xocomil. Pojawia się on wieczorami nad jeziorem Atitlan, odpędzając wszystkich żeglarzy i rybaków. Bowiem właśnie wtedy dusze Zacar i Utzila spotykają się na środku jeziora i spędzają razem czas, co nie było im dane za życia.

 

gwatemalafb

Tags: