Wyprawa po pierwszy wschód słońca – legenda Wixaritari, Meksyk

To opowieść o tych, którzy kroczyli przez naszą ziemię. Zanim istniałem ja czy ty. Zanim żyli nasi ojcowie i dziadkowie. Dzięki ich poświęceniu i ich świętej pielgrzymce powstał nasz świat.

W tym czasie cały świat spowijały ciemności, a na świecie żył tylko jeden, pierwszy na ziemi człowiek. Miał na imię Watacame. Poza nim i jego towarzyszką, czarną suką Tziku Mayuri, nie istniał jeszcze nikt inny.

Jakże był zdziwiony, kiedy z nieba zstąpiła kobieta.
– Na tej ziemi nie było dotąd nikogo, oprócz mnie i mojego psa – powiedział.
– Ta ziemia jeszcze nie jest tym, czym może się stać. To czas, w którym sprawimy, by zakwitła. Dlatego przybyłam do ciebie, Watacame – wyjaśniła.
– To ty mnie znasz? Skąd wiesz, jak mam na imię?
– Oczywiście, że cię znam. Kto może znać cię lepiej niż twoja rodzina? Jestem twoją babcią. Nazywam się Takutzi Nakawe, Babcia Deszcz.
Zapytała, czy jest gotowy na podróż. Ten zaniepokoił się, czy Tziku Mayuri, jego psia towarzyszka, może udać się z nim.
– Naturalnie. Tziku Mayuri była, jest i będzie twoją kompanką. Jesteście połączeni i do końca wędrówki będziecie razem – odparła Babcia Deszcz.
Nakazała mu zbudować tratwę, bo oto nadchodziły ogromne ulewy. Deszcz nie przestawał padać przez pięć dni, a cały świat pokrywała woda. Potem chmury rozeszły się, a z nieba zeszła Babcia Deszcz.
 Ta woda stworzy wszystkie morza, rzeki i jeziora. Woda jest także częścią ciebie. Bez niej wszystko, co niebawem poznasz, nie mogłoby istnieć – wyjaśniła.

Uderzyła pięć razy laską o tratwę Watacame, by stworzyć suchy ląd, który wkrótce ich otoczył.
 Niech powstanie życie – powiedziała i uwolniła tych, których ona nazwała bogami   dusze, esencje, siły przyrody.
Bogowie przybyli na jej wołanie i zaczęli swoją świętą pielgrzymkę. W jej trakcie szukali właściwych sobie miejsc i przemieniali się w góry, skały, rzeki, jaskinie. Każdy z bogów raz na zawsze łączył się ze świętym miejscem, by pielęgnować całe życie istniejące w jego otoczeniu. Jedni zostawali, by przeistaczać się i tworzyć świat, inni wędrowali dalej. Wraz z nimi podążył Watacame. Przemierzali ziemie, które dzisiaj Wixáritari czczą i chronią.

Nie wiadomo, ile trwała ta wędrówka, bo wszystko działo się przed tym, kiedy czas został stworzony. Nie znano dni ani nocy. Wszystko bowiem spowijały ciemności. Na ziemi nie było jeszcze ani słońca, ani żadnego innego źródła światła. Ale tylko dzięki światłu życie mogło na dobre zaistnieć, dlatego bogowie postawili sobie za cel, by je odnaleźć.

Wtedy usłyszeli głośny śpiew. Była w nim harmonia, która przynosiła nadzieję.
– Ta pieśń jest w stanie rozświetlić ciemności. Dobiega ze świętego miejsca, świątyni bogów, Pariyatze Wirikuta. To będzie następny cel naszej podróży – powiedział jeden z bogów. Był to Niebieski Jeleń, Tamatzika Kuyumare, który przedstawił się jako starszy brat Watacame. Zaoferował on, że przeprowadzi bogów na drugą stroną rzeki o kształcie węża, Waiwerie. Tam, gdzie znajdowała się Wirikuta.

Kiedy tam dotarli, Niebieski Jeleń przykazał bogom, by wystrzelili na drugi brzeg strzałę. Po jej wylądowaniu ziemia rozbłysła oświetlając cały teren Wirikuty, świętego domu bogów. Podążyli w jej kierunku, gdzie kolejni bogowie zaczęli przemieniać się w góry, skały, rzeki, jaskinie, tworząc święte miejsca. W jakiś czas potem Niebieski Jeleń rozpadł się zaś na kawałeczki, które wpadły w ziemię, by wyrosnąć z niej jako pejotl, psychoaktywny święty kaktus. Wszystko rozbłysło, ale wiedzieli, że to jeszcze nie jest światło, którego szukają.

Wtedy spotkali Tatutzi Uxainuri, Dziadka Ognia. Watacame zapytał:
– Dziadku, czy to ty jesteś poszukiwanym przez nas światłem?
– Święcę jaśniej niż wy, ale mój płomień nie jest w stanie oświetlić całego świata – odpowiedział – Szukajcie leworęcznego dziecka, które da życie słońcu – przykazał.

Udali się na poszukiwania. W końcu znaleziono dziecko, które rozświetlał dziwny blask, ale niektórzy z bogów nie dawali wiary, że to niepozorne dziecko może dać światło całemu światu. Jego matka nie chciała zaś, by syn ją opuszczał. Dziecko odezwało się jednak i potwierdziło, że to jego szukano. Doskonale było świadome swojego przeznaczenia. Przekonał matkę i udał się z bogami w dalszą pielgrzymkę.

Kiedy przedstawiono go Dziadkowi Ogniowi, leworęczny chłopiec zatańczył wokół niego. Następnie wszedł do ognia i zniknął w płomieniach, które same zaczęły przygasać, by w końcu sprawić, że ognisko przestało zupełnie się palić. Niektórzy bogowie zaczęli krzyczeć, że chłopiec ich oszukał i specjalnie chciał w ten sposób zabić ogień. Tych, którzy w niego zwątpili, spotkała niebawem kara. Wkrótce potem chłopiec powrócił bowiem w postaci słońca, które wzeszło i oświetliło cały świat. Wątpiący bogowie zamienili się w kamienie.

Słońce było jednak zbyt nisko i źli, wężowi ludzie wyhodowali skrzydła, by dolecieć doń i je zjeść. To jednak w swojej obronie stworzyło czerwone, niebieskie i szare gwiazdy. Słońce jednak wciąż było w niebezpieczeństwie. Udano się na pielgrzymkę do Babci Deszcz, by poprosić ją o pomoc. Całą drogę śpiewano te same pieśni, które Wixáritari śpiewają dzisiaj. Gdy do niej dotarli, Babcia Deszcz skierowała swoją laskę w pięciu kierunkach świata: na wschód, południe, zachód, północ oraz do centrum. Ustawiła sosnowe pnie, które podparły słońce. By upamiętnić to wydarzenie i wyrazić swoją część dla Boga Słońca, Wixáritari do dzisiaj używają drzew sosny, by wesprzeć dach ich świątyni zwanej „calihuey”.

Wkrótce słońce oświetliło całą planetę, użyźniło ją i dało początek wszystkim gatunkom zwierząt oraz roślin. Ludzie zaczęli wieść szczęśliwe życie w jego blasku. Tziku Mayuwi, czarny pies, towarzyszka Watacame, zamieniła się w pierwszą kobietę na świecie. Babcia Deszcz przykazała Watacame, by ten szanował i czcił święte miejsca, w które zmienili się bogowie. Tylko w ten sposób świat może zachować zdrowie i równowagę, a wszystkie zamieszkujące go gatunki mogą żyć w harmonii i pokoju. Watacame przekazał tę wiedzę swoim dzieciom, a one swoim dzieciom. Wixáritari do dzisiaj odtwarzają świętą pielgrzymkę na Wirikutę, śladami bogów oraz swoich przodków. Gdyby któregoś roku tego nie zrobili, nasz świat przestałby istnieć.

Wersję polską opracowała Ola Synowiec, autorka bloga Mexico Magico Blog

Opracowanie na podstawie tekstu źródłowego oraz na podstawie wersji filmowej