Yeti i Mniszka – Bhutan, opowieść ludowa


Dangbo..o..o Dingbo..o..
(tłum. Dawno, dawno temu) w głębokim borze, na zboczu jednego ze wzgórz himalajskich stało pięć prostych chatek kontemplacyjnych dla bhutańskich eremitów. Pewnego dnia, położoną najbliżej strumienia, zajęła mniszka (bhut. ani), która zdecydowała się odbyć oczyszczającą praktykę Losum Chosum – cykl medytacyjny w odosobnieniu, trwający 3 lata, 3 miesiące i 3 dni.

Ani poważnie podeszła do praktyki i przed upływem 9 miesięcy zaczęła odczuwać wielką błogość. Tak wielką, że opuściło ją nawet poczucie nieustającego głodu. Jadła tyle, ile mogła – jedną garstkę mąki dziennie, popijając ją bhutańską herbatą z masłem oraz solą, wszystko to jednak traktując bardziej jak rytuał, niż konieczność. A jako że jadła niewiele, gromadziła zapasy żywności.

 

Z każdą medytacją jej umysł stawał się coraz spokojniejszy i niewzruszony niczym tafla jeziornych wód. Opuścił ją strach oraz przywiązanie. I ten niczym niezmącony stan uwolnienia i radości trwał niemal trzy lata. Aż do pewnego nieoczekiwanego spotkania, które ten spokój zaburzyło.

 

Był rześki poranek. Mniszka oddawała się medytacji, gdy z oddali dobiegły ją huki, grzmoty i szurania, a w powietrzu zaczął unosić się brzydki zapach. Hałasy stawały się coraz bliższe, a towarzyszący im zapach przemienił się okropny smród. Nagle na chatkę padł cień i jakaś potężna siła wepchnęła coś w okno. Zapanował półmrok. Nieustraszona Ani z pogodnym opanowaniem zastawiała się: co robić.

 

Kiedy oczy przyzwyczaiły się do półmroku, najpierw mniszka dostrzegła zarysy włochatych nóg. Istota, sądząc po ich rozmiarach, musiała być dwukrotnie większa od jaka! Następnie podeszła bliżej, wyraźnie odczuwając cierpienie kreatury. Chyba potrzebujesz pomocy – pomyślała i w tej samej chwili jej wzrok padł na wielki bambusowy kołek, który przebił jedną z nóg, przybijając ją do framugi okna.

 

Nie namyślając się długo chwyciła nóż i jęła podważać kołek. Zadanie nie było łatwe, nie pomagał też fetor, lecz w końcu udało się uwolnić nogę. Ani oczyściła ranę wcierając w nią masło, a gdy tylko to zrobiła, coś wypchnęło włochate nogi z taką samą siłą, z jaką je wepchnęło. Gigantyczna istota oddalała się szurając i posapując. Mniszka przyjrzała się jej dokładnie i wtedy miała już pewność: spotkała Migoi (Yeti).

 

Od tamtego wydarzenia Yeti codziennie rano przynosił mniszce poszarpane ptaki, truchła niedźwiedzia, to znów padliny jelenia, wrzucając swe dary przez okno. Mieszkańcy doliny Bhumtang w Bhutanie powiadają, że kobieta była tym wszystkim coraz bardziej zaniepokojona i w końcu uznała, że w obliczu takiej sytuacji jej medytacje są bezsensowne. Nie chciała, by Yeti w podzięce za uratowanie życia odbierał życie innym istotom! Spakowała swój skromny dobytek i przeprowadziła do innej pustelni, by w spokoju dokończyć swoje Losum Chosum.

opracowała Fela Bilska, Soul Travel

*Przypominający dwunożną małpę Yeti (tybet. Migoi) zamieszkuje Himalaje Nepalu, Tybetu i Bhutanu, słynąc z niebywałej wytrzymałości oraz magicznych mocy. Choć nie ma dowodów naukowych na istnienie stworzenia, legendy o Yeti w kulturze Bhutanu są wciąż żywe, a wielu ludzi twierdzi, że widziało Migoi (Yeti) na własne oczy. Mieszkańcy królestwa utrzymują wręcz, że Rezerwat Przyrody Sakteng we Wschodnim Bhutanie, istnieje przede wszystkim jako schronienie dla niego. [przyp. autora]