Soul Travel Historia Nabiera

Historia Nabiera Znaczenia – Miejsce II

Poznaj Wyniki Konkursu „Historia Nabiera Znaczenia”

i przeczytaj historie Laureatów.

 

Jesteśmy szczęśliwi w Soul Travel, że wakacyjny konkurs spotkał się z tak dużym odzewem. Otrzymaliśmy mnóstwo zgłoszeń Waszych historii. Samo czytanie tych opowieści napawało nas dumą i radością, towarzysząc Wam w tak niesamowitych historiach widzianych waszymi oczyma. Bo historie prowadzą do lepszego zrozumienia świata, kultur i siebie samego.

Nagrodziliśmy wraz z Magazynem Kontynenty

oraz Jackiem Wolfskinem trzy pierwsze miejsca.

 

Miejsce 1 Rafał Sieradzki

historia pt: „Podróże zmieniają nas. My możemy zmieniać świat.”

 

Miejsce 2 Kasia Nocuń

historia pt: „Czerwona Wenus”

 

Miejsce 3 Aleksandra Latocha

historia pt: „Lamien”

 

Dzisiaj prezentujemy miejsce drugie.

Przeczytaj historię Kasi Nocuń „Czerwona Wenus”

 

Wenus wyznacza kierunek. Kilka godzin po zmierzchu, zawieszona nad horyzontem, nad spokojną taflą morza, prowadzi spojrzenie coraz wyżej, ku rozległej mapie nieba i gwiezdnych galaktyk. Czuwa nad nią Jupiter, swoją obecnością akcentując męski pierwiastek w tej miękkie, kobiecej przestrzeni. Woda jak kobieta, oddana rytmom księżyca, płynie nieuchwytna, zmienna, o tysiącu twarzy. Na powierzchni połączona z niebem, w głębi oddana ziemi, kryjąca skarby podmorskiego świata; królestwo ryb, korali, żółwi morskich, delfinów. Szczególnie nocą, kiedy niebo jest najbliżej ziemi, łączy dwa światy – podniebnych galaktyk i ich morskiego, lustrzanego odbicia rozgwiazd wtulonych w przewiewne, miękko tkane korale.

„Tafla jest gładka, będą delfiny”. Powoli wpływaliśmy coraz głębiej w morze. Wenus, im niżej nad horyzontem, tym bardziej purpurowa, niczym punkt alarmowy, bijący jak serce świata, w ciemnej przestrzeni nocy. Łódź niczym pająk – o cienkich i długich, rozpostartych na wszystkie strony nogach, sunący po wodzie uważnie, w skupieniu, jak zawsze, gdy czas na polowanie. Przez głowę przeszła mi myśl, że czerwień Wenus, oprócz miłości, jest też kolorem krwi – pulsującą śmiercią życia. Wpływaliśmy bez słowa w morze.

Pod rozgwieżdżonym niebem czas zdawał się nie płynąć. Ocean przyjmował nas łagodnie, nie stawiał oporu. Engie wyłączył silnik. Stopiliśmy się z przestrzenią nocy. Trwało to może chwilę, a może wieczność-logika czasu nie istniała – gdy nagle, ciszę nocy przeszyły niewyraźne piski. Popiskiwania stopniowo rosły, aż do poziomu, gdy stało się jasne, skąd pochodzą. To teraz rozpoczął się spektakl… Niewielka żarówka rozbłysła w przestrzeni nocy. Znaleźliśmy się na scenie, w świetle reflektora, kolistym łukiem otaczające go naszą niewielkich rozmiarów, drewnianą wyspę. Światło przenikało powierzchnię wody niezbyt głęboko, lecz na tyle, by widzieć wyraźnie ławice ośmiornic w olbrzymich ilościach, garnących się do łodzi jak do życiodajnego źródła. Za nimi, w promieniu kilku metrów, mieniące się w świetle srebrną łuską, we wszystkich kierunkach śmigały wielkich rozmiarów tuńczyki. Nie był to jednak taniec, lecz polowanie. Oktopusy, jeden za drugim, nikły nam z oczu wchłaniane w mgnieniu oka przez tunę. Na tym jednak nie kończył się barwny spektakl mieniących się w wodzie, podmorskich stworzeń. Tam, gdzie nikła granica światła, sunęły delfiny, w ilościach, które trudno było zliczyć. Wierzchołki ich górnych płetw, niczym zalążki dryfujących gór wykształconych z morza, przemykały nam przed oczami w zawrotnym tempie. Równie szybko, spojrzeniem próbowaliśmy chwytać ich podniebne skoki, radosne witanie się z kosmosem, salta wykonywane w powietrzu, zataczanie kręgów wokół własnej osi, donośnie popiskiwania. Nie ulegało wątpliwości, że to ich dźwięki zapowiadały wszystko to, co teraz, z podziwem oglądaliśmy w pełnym świetle. Przed nami toczył się spektakl ewolucji, w którym prawo większego dopełniało konieczności wzrostu – posilania się większych mniejszymi. Tuńczyki polują na oktopusy, by za chwilę stać się pokarmem delfinów. Odwiecznie toczące się koło przyrody, w którym, by wszystko mogło istnieć w równowadze, większy zjada mniejszego, ale tylko w ilościach niezbędne do optymalnego wzrostu. Wszystko to odbywa się pod rozgwieżdżonym niebem, w ciszy nocy, schowane przed ludzkim okiem, stanowiąc kwintesencję praw rządzących wszechświatem. Rozumiem już dlaczego wypłynęliśmy w nocy, kiedy zwabione źródłem światła ośmiornice podpływają do łodzi, ściągając za sobą ławice tuńczyków, a w dalszej kolejności – delfinów. Za dnia nic byśmy nie widzieli, a tym samym połów nie byłby tak obfity. Wiem już dlaczego Wenus, im głębiej w noc i w morze, tym bardziej czerwona. Rozumiem, dlaczego nic nie mówimy i wszystko odbywa się w ciszy. Myśli śmigają po głowie, jak ryby, w oszalałym tempie, podążają we wszystkich, możliwych kierunkach. W tym wszystkim widzę Engiego, który wyciąga harpun, bezgłośnie mierzy i bezbłędnie trafia do celu. Wszystko dzieje się bardzo szybko, a jednocześnie trwa nieskończenie długo. Wbrew oczekiwaniom, nie widzę krwi, a tylko bezszelestnie zamykające się, jedne po drugim, rybie oczy. Zahaczone strzałą harpuna, wydają się nie cierpieć, lecz miękko wtulać w gładką taflę wody. Po raz pierwszy widzę Engiego w tym świetle; z namaszczenie i uwagą oddanego śmiertelnym rytuałom dedykowanym bezkresnej przestrzeni wody. Kontur jego postaci, znaczący granicę światła i cienia, z łukiem i strzałą w ręku przywodzi na myśl mitycznego boga, który, celując szybko i bezbłędnie, dopełnia kosmicznego prawa ,nie zadając cierpienia. Podziw miesza się z zakłopotaniem, niewiedza wymyka się porządkowi logosu. Ten nocny spektakl toczy się poza słowami, w zupełnie innym wymiarze, niż ten im przypisany słowom. Zamykam na chwilę oczy. Ze wszystkich stron dobiegają popiskiwania delfinów. Ciemność przed oczami dopełnia domknięcie połowu. Engie wyłącza światło, by delfiny mogły spokojnie odpłynąć w głąb oceanicznego domu.

Droga powrotna odbywa się w zupełnej ciszy. Pod rozgwieżdżonym niebem tracę poczucie kierunku. Miękko osuwam się na łodzi, odpuszczając napięcie, w którym przez cały ten czas, przejęte nocnym połowem, nieświadomie tkwiło moje ciało. Z twarzą wróconą ku niebu, w ciszy przerywanej, co jakiś czas dźwiękiem fal odbijających się od łodzi, oddaję się obserwacji pulsujących życiem gwiazd. Engie nad wszystkim czuwa, bezbłędnie obiera kierunek; ufam mu w pełni, w końcu urodził się w wodzie i doskonale zna jej prawa. Kiedy jednak odzywa się miękko, przecinają ciszę nocy, nie mam pewności, czy używa słów, komunikuje się ze mną myślami, czy tylko nadaje kierunek moim własnym, miękko sunącym po niebie myślom; Jeśli Eros trafia w serce, nie ma wyjścia, trzeba poddać się jego prawom.

Człowiek z harpunem staje się bogiem, dopełniając logiki kosmicznego świata. Porzucam myśli o słuszności układających się w głowie słów. Czyżby należały do logiki świata, który wie wszystko, czy raczej były próbą połączenia dwóch porządków-instynktu i rozumu, serca i głowy? Podział na dobre i złe znika, ocena rozpływa się w morzu, głównym kryterium staje się logika Erosa i radość ludzi z wioski, których w pełni wyżywi nocny połów. Oddaję się tej myśli ze spokojem, z poczuciem równowagi panującej w bezsłownym świecie. Nad wszystkim czuwa Czerwona Wenus, która teraz, widoczna nisko na horyzoncie, wyznacza punkt łączący niebo z ziemią; miejsce, gdzie podniebne i ziemskie prawa dopełniają się, tworząc kosmiczną jedność wszechświata w przepływie wszechobecnej wody.

tekst: Kasia Nocuń

Kasia Nocuń – inicjatorka i propagatorka Gene keys w Polsce, przewodniczka na drodze rozwoju osobistego, tłumaczka, podróżniczka, organizatorka wypraw, prowadzi sesje indywidualne w oparciu o Gene keys. Jej ścieżką jest droga środka – równoważenie przeciwieństw, docieranie do esencji rzeczy, poszerzanie świadomości oraz praca z pierwiastkiem męskim i kobiecym w nas.

Więcej informacji o autorce:

Storybook https://nocunkasia.wixsite.com/storybook
Gene keys https://nocunkasia.wixsite.com/profilhologenetyczny

Zwycięzcom gratulujemy!  Kolejna historia już za tydzień.

Skomentuj: