„Acho La La” – Bhutan, opowieść ludowa

Dangbo..o..o Dingbo..o.. (oryg. ‘Dawno, dawno temu’) w odosobnionym domu na szczycie wzgórza mieszkał rolnik z żoną i córką. Starsza para była zmęczona pracą na roli, zwłaszcza, że ich małe poletko wydawało niewielkie plony. Ponadto słyszeli, że pojawił się sinpo (oryg. demon), który terroryzował wszystkich w okolicy. Zaniepokojeni zdecydowali się uciec i zostawić córkę. Pewnego dnia matka wręczyła dziewczynce rolkę maty bambusowej i powiedziała: ‘Bomed, rozwiń tę bambusową matę na słońcu i osusz jęczmień. Jutro zmielę go na mąkę. Zostań tam i pilnuj ziarna’.

Rozłożone ziarna są łatwą pożywką dla gołębi i kruków, które chętnie je podkradają. Dziewczynka usiadła więc przy bambusowej macie, na której ułożyła ziarno i machała długą bambusową pałeczką mówiąc ‘sio, sio’, by rozganiać ptaki. Podczas gdy dziewczynka była skupiona na powierzonym zadaniu, rodzice zajęli się przygotowaniem do ucieczki. Bomed zauważyła kruka siedzącego na brzoskwiniowym drzewie obok domu i miała wrażenie, że coś chciał jej zakomunikować. Wsłuchała się uważniej i usłyszała: ‘Bomed, zostaniesz tutaj, twój ojciec i matka wyjeżdżają.’

Dziewczynka podskoczyła i natychmiast pobiegła do domu. Tam zastała przygotowany kosz tsog (oryg. potrawa bhutańska). ‘Obiad nie jest jeszcze gotowy, zawołamy cię. Wracaj do jęczmienia zanim ptaki zjedzą nam wszystko’ – powiedziała surowo matka. Wróciła i znów zajęła się przeganianiem ptactwa.

Kruk wciąż wymachiwał do niej, ale ona nie zwracała na niego uwagi, aż zaczął podskakiwać kracząc głośno i niecierpliwie: ‘Bomed, zostałaś sama, twoi rodzice odeszli!’ Tym razem, gdy dziewczynka wbiegła do domu, z przerażeniem odkryła, że rodziców rzeczywiście nie było.

Była smutna i samotna. Wspięła się na brzoskwiniowe drzewo z nadzieją, że zdoła zobaczyć rodziców w oddali. Rozglądała się we wszystkie strony, ale nigdzie ich nie widziała. Była przerażona. Płakała siedząc wśród gałęzi, gdy nagle usłyszała głos: ‘Hej, Bomed, zrzuć mi brzoskwinię’.

Nie wiedziała do kogo należał ten głos. Zerwała dużą, dojrzałą brzoskwinię i rzuciła ją nieznajomemu.

– ‘A khai (oryg. wyraz wstrętu), owoc wpadł do świńskiego koryta. Zejdź troszkę niżej i spróbuj jeszcze raz’ – powiedział nieznajomy.

Dziewczynka zeszła kilka gałęzi niżej, zerwała kolejny dojrzały owoc brzoskwini i rzuciła nieznajomemu. Ten sam głos powtórzył: ‘A khai, owoc wpadł do świńskiego koryta. Zejdź na dół i podaj mi go’.

Dziewczynka zeszła niewinnie, podała mu brzoskwinię, wówczas ten złapał ją za rękę i pociągnął w dół. Potem sinpo wepchnął ją do worka i zabrał do domu w sinpoiyul (oryg. domostwo sinpo).

Gdy weszli do domu sinpo, dziewczynka zauważyła starego chorego psiaka, który z trudem podniósł głowę i spojrzał na nią. Pies był głodny. Kiedy minęli się, szepnął do niej: – ‘Daj mi kęs pożywienia, a powiem ci trzy słowa mądrości’.

Dziewczyna wzięła kawałek tsogu, który wciąż miała w fałdach swojej kiry (oryg. tkanina pełniąca funkcję spódnicy) i podała go psu. Ten pożywił się i z wdzięcznością powiedział: ‘Zajrzyj do mojego ucha i wyjmij trzy małe paczuszki. Są tam nasiona, które przydadzą ci się w chwili ucieczki’. Dziewczynka wzięła zawiniątka i ukryła je w fałdach swojej kiry.

Zniewolona Bomed była przerażona, zwłaszcza, że wiedziała, że wkrótce zostanie pożarta przez sinpo. Pewnego dnia ten nakazał jej przygotować trochę ryżu. Kiedy wykonywała swoje zadanie, sinpo co chwilę wołał ją, a ona musiała odpowiedzieć ‘tak, jestem tu’. W ten sposób mógł być pewien, że nie ucieknie. Ze łzami spływającymi po policzkach, głową zwieszoną z bezsilności zrozpaczona kontynuowałą swoją pracę. Wzbudziła litość wszy, którą miała we włosach i ta przemówiła: ‘Pomogę ci uciec przed sinpo’.

– 'Kim jesteś?’ – spytała zaskoczona dziewczynka, w domu poza nią nie było bowiem nikogo.

– To ja, wesz w twoich włosach – szepnęłą cicho.

’Jak możesz mi pomóc?’ – spytała dziewczynka i natychmiast przepełniła ją nadzieja.

‘Wyjmij mnie ze swoich włosów i umieścić na moździerzu w kropli twojej śliny. Potem uciekaj tak szybko, jak tylko możesz.

Dziewczynka znalazła wesz, wyciągnęła ją z włosów, położyła na kropli swej śliny i uciekła.

Teraz za każdym razem, gdy sinpo wołał dziewczynkę, wesz odpowiadała: ‘Tak, jestem tutaj’.

Sinpo nie spostrzegł, że za każdym razem głos słabnął. Wreszcie kropelka wysuszyła się i wesz umarła. Kiedy sinpo nie usłyszał odpowiedzi na swoje wezwanie, pobiegł sprawdzić, co się stało. Widząc, że dziewczynka uciekła, wybiegł natychmiast z domu wzburzony. Bomed dość szybko zobaczyła sinpo podążającego za nią w oddali. Biegła tak szybko, jak tylko mogła, ale wiedziała, że biegnący jak wiatr sinpo wkrótce ją dogoni. Była zdesperowana i nie wiedziała, co robić. Sinpo był tuż za nią.

Wyciągnęła ziarno pieprzu i rzuciła je w stronę sinpo. Gęsty las pieprzowych krzewów wzrósł między nimi. Sinpo z trudem przedzierał się przez las, a ona mogła nadrobić dystansu.

Wkrótce jednak sinpo był znowu tuż za nią. Wciągał już rękę i prawie ją złapał, kiedy rzuciła nasiona sosny. Ogromny las sosnowy wyrósł między nimi. Sinpo znów musiał się przezeń przedzierać. W krótkim czasie udało mu się jednak pokonać przeszkodę i znów był tuż za Bomed.

Wyrzuciła za siebie ostatnie ziarno i wyrósł las pełen ogromnych bambusów. Bambusowe łodygi były splecione jak sieć, a sinpo musiał włożyć spory wysiłek w to, by móc się przez nią przedrzeć.

Było już późno i szybko opadała na nich ciemność. Wkrótce pojawił się księżyc, który pokrył niebo delikatnym blaskiem. Dziewczynka podniosła wzrok na wschodnie wzgórza i zobaczyła księżyc w pełni. Zawołała do niego: ‘Acho La La (oryg. księżyc), uratuj mnie proszę przed sinpo. Ześlij mi żelazny łańcuch, bym mogła się wspiąć. Pamiętaj – nie zsyłaj wełnianej drabiny.

Acho La La ziewnął z niedowierzaniem i powiedział: ‘Poczekaj chwilę. Dopiero wstaję’.

– ‘Proszę pospiesz się, wkrótce będzie tu sinpo’ – prosiła dziewczynka.

– ‘Poczekaj, teraz się myję’ – powiedział Acho La La bez cienia pośpiechu w swoim głosie.

– ‘Teraz widzę, że sinpo jest już bardzo blisko, proszę rzucić żelazny łańcuch’.

– ‘Poczekaj chwilę, właśnie robię sobie śniadanie’ – powiedział księżyc.

– Dziewczynka pomyślała: ‘To beznadziejna sytuacja’, ale wciąż błagała księżyc, aby się pospieszył. Acho La La w ogóle się nie spieszył.

– ‘Poczekaj chwilkę, teraz jem śniadanie’ – rzekł księżyc.

– ‘Proszę, pospiesz się’ – błagała dziewczynka.

– ‘Poczekaj chwilę, odkładam naczynia’ – powiedział Acho La La, jakby miał cały czas świata.

– ‘Sinpo jest tutaj, pospiesz się, Acho La La!’ – zapłakała dziewczynka.

– ‘Poczekaj, szukam łańcucha’ – powiedział Acho La La tak spokojnie, jak było to tylko możliwe.

– ‘Czuję oddech sinpo, pospiesz się, proszę, proszę!’ – zawołała dziewczynka, która teraz była już słaba ze zmęczenia i strachu.

– ’Poczekaj chwilkę, właśnie prostuję łańcuch – powiedział Acho La La.

Dziewczynka już ledwo mogła mówić: ‘Proszę, pospiesz się’ – to wszystko, co mogła już z siebie wykrztusić. Wtedy właśnie usłyszała dźwięk ‘tsahlahhk’, łańcuch wreszcie spadł. Resztkami sił podeszła i złapała za niego, a Acho La La zaczął podciągać ją do góry. Bomed poczuła pazury sinpo na swoich stopach, gdy ten wyciągnął swoje długie ramiona, by ją złapać.

Widząc co się wydarzyło, sinpo było całkowicie zażenowany i ostro zażądał, aby Acho La La także rzucił mu łańcuch. Kiedy dziewczyna była bezpieczna na Księżycu, Acho La La wyrzucił wełnianą drabinę. Kiedy ta tylko lekko opadła, zniecierpliwiony sinpo złapał ją i zaczął szybko się wspinać. Kiedy znajdował się w połowie drogi na Księżyc, Acho La La wyjął wielki nóż i zaczął przecinać drabinę – nóż był jednak tępy i zardzewiały, trwało to więc dłuższą chwilę. Wreszcie przeciął drabinę, a sinpo spadł z ogromnym „Pammm!”. Przeszył ziemię i został pochowany głęboko we wnętrzu planety. Dziewczynka postanowiła zostać na Księżycu i zaopiekować się księżycową krową. Po dziś dzień, kiedy spojrzysz uważnie na księżyc w pełni, przy odrobinie szczęścia zobaczysz zarys postaci dziewczynki dojącej krowę.

W Bhutanie istnieje zwyczaj nazywania ‘Acho La La’ osób, które są bardzo spokojne i powolne w sytuacjach wymagających pilnej konieczności.

Tłumaczenie dla Soul Travel: Kamila Gronowska
Opracowanie na podstawie: 'Folktales of Bhutan’, Kunzang Choden

 

Wyprawa ze Znawcą: Bhutan w dolinie Bhumtang. Soul Travel 2019Wyprawa ze Znawcą: Bhutan w dolinie Bhumtang. Soul Travel 2019

Poprzedni artykuł

Może (morze) wróci – wywiad z Bartkiem Sabelą

Następny artykuł

Miejsca z Duszą – Darjeeling, Bengal Zachodni, Indie

Skomentuj: