Miejsca z Duszą – Darjeeling, Bengal Zachodni, Indie

Przez sporą część roku tonie w chmurach, często pada deszcz i wilgoć daje się we znaki. Ale czy komuś to przeszkadza? Do Dardżylingu (2140 m n.p.m) nie przybywa się przecież tylko dla pogody. Tu przyjeżdża się dla herbaty, wschodów słońca i atmosfery. I przyjeżdża się słynną kolejka wąskotorową.
a girl goes on a post holding a fellow on a hand
Dardżyling leży na zboczach górskich w północno-wschodnich Indiach w stanie Bengal Zachodni. Sąsiaduje z Bhutanem, Nepalem oraz Sikkimem, któremu okoliczne ziemie podlegały zresztą do XVIII wieku. Wtedy też odbili je nepalscy Ghurkowie, a później przejęli Brytyjczycy. Tych ostat-nich przywiódł tu górski klimat, stanowiący odskocznię od tropikalnej Kalkuty. Tak powstał Dardżyling i dość szybko jął przemieniać się w krainę mlekiem i miodem płynącą wprost do kieszeni korony brytyjskiej. A to za sprawą botanika amatora, brytyjskiego lekarza dra Campbella, który w 1854 roku odkrył, iż tutejszy mikroklimat i ziemia nadają się pod uprawę herbaty.
a girl goes on a post holding a fellow on a hand

 

Szesnaście lat później istniało już 56 plantacji, a prasa trąbiła o rewolucji herbacianej. Do pełni szczęścia brakowało jednego – transportu kolejowego. Import i eksport pochłaniały ogromne sumy pieniędzy, bo do Dardżylingu można było przeprawić się jedynie konno. Podróż do Kalkuty zajmowała sześć dni. Pojawienie się kolei miało skrócić ten czas do dwóch dób. W 1881 roku, po bojach toczonych z nieustę-pliwymi stromymi skalnymi zboczami, otwarto połączenie z Siligiri do Dardżylingu. Projekt autorstwa inżyniera Franklina Prestage’a oraz słynną wąskotorówkę (toy train) wpisano na listę UNESCO. Co więcej, funkcjonuje ona do dziś, pełniąc rolę normalnego środka transportu.

 

a girl goes on a post holding a fellow on a hand

a girl goes on a post holding a fellow on a hand
Jeśli więc nikomu się nie spieszy, a miałby chęć na przejazd z Siliguri do Dardżylingu zabytkowym wehikułem: maleńką lokomotywą, ciągnącą raptem kilka małych wagoników – w drogę! Kolejka przejeżdża przez serca miasteczek, dżunglę i wiadukty, łączące strome wzgórza. Jedyny minus to czas – z przewidywanych rozkładowo sześciu, najczęściej robi się ponad dziesięć godzin jazdy, a to bywa męczące. Lepiej zatem kolejką wyruszyć z Dardżylingu do pobliskiego Ghoom – najwyżej położonej stacji kolejowej w Indiach. Przejazd w jedną stronę zajmie około godziny, a z okien roz-ciągają się miłe dla oka landszafty. Widać również plantacje herbaty, przypominające stopnie wyłożone zielonym dywanem.
Po wjeździe kolejką do miasta i przejściu stromymi uliczkami do centrum, widać ślady dawnego splendoru i bogactwa Dardżylingu. Wzdłuż do dziś modnego deptaku The Mall i przy placu Chowrasta wznosi się stylowa zabudowa. W drewnianych domach o spadzistych dachach i przepięknych ażurowych dekoracjach mieściły się niegdyś sklepy, herbaciarnie i wytworne restauracje. Całości dopełniały okazałe siedziby rozlicznych urzędów, stawiane głównie z ciemnego kamienia w stylu indosaraceńskim. Część tej kolonialnej zabudowy przetrwała, na powrót pełniąc rolę hoteli, galerii i przybytków kulinarnych rozkoszy, do których zalicza się choćby Glenary’s przy The Mall. To restauracja, piekarnia i kawiarnia w jednym, w której mieści się też pub-bar. Miejsce to słynie z wyśmienitych wypieków, zwłaszcza zaś z bułeczek faszerowanych mięsem lub warzywami na modłę indyjską, a zatem pikantnymi i intensywnymi w smaku. Same bułeczki, chleby i ciastka, wnieśli w posagu Brytyjczycy.
a girl goes on a post holding a fellow on a hand
Tak, do Glenary’s warto wdepnąć. Najlepiej w godzinach popołudniowych, już po wizycie w Happy Valley Tea Garden – najstarszej plantacji i manufakturze herbaty, których odwiedziny do-starczają nie tylko wrażeń estetycznych (pola są piękne), ale i gwarantują pakiet wiedzy o uprawie, odmianach i produkcji tejże. I po wdrapaniu się na Obserwatory Hill, z którego rozciąga się wspaniała panorama Himalajów. I może nawet już po wizytach Instytucie Himalaizmu, w bhutańskiej gompie, albo po spacerku do Stupy Pokoju, wzniesionej w geście solidarności z ofiarami bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki. Wtedy warto wdepnąć do Glenary’s, by tam przy filiżance bursztynowej herbaty albo i – jak kto woli – szklaneczce whiskey, poczekać. Na mgłę oczywiście, która wyłania się znikąd i zaczyna powoli osnuwać Dardżyling. Wtedy należy opuścić Glenay’s i udać się na przechadzkę po starej części miasta. To ten moment, gdy tworzy się tu jedyny w swoim rodzaju klimat rodem z ekspresjonizmu niemieckiego. Zupełnie niepowtarzalny, nieco po-sępny, wręcz mroczny, ale ze wszech miar wart poznania.
a girl goes on a post holding a fellow on a hand

 

Kontrą do powyższego klimatu będą zaś narodziny dnia, celebrowane na oddalonym 11 km od miasta Tiger Hill (2590 m n.p.m.). Pobudka o 03:30. Łyk gorącej kawy, ciepła kurtka, dobry sprzęt foto i w drogę! Najlepiej jeepem, miejsce w aucie wykupując dzień wcześniej w hotelu lub agencji turystycznej. Później, gdy będzie jasno, zejść można o własnych siłach. Ze Wzgórza Tygrysa rozciąga się panorama Himalajów. W roli głównej majestatyczna Kanchenjunga (8586 m n.p.m.) – trzecia pod względem wysokości góra świata. U podnóży ostrych jak brzytwa grzbietów, stalowo-szare zawiesiny mgielne tworzą coś na kształt wzburzonej toni morskiej. Przy dobrej widoczności, całe to piękno domknie majaczący w oddali Mount Everest (8848 m n.p.m.).
a girl goes on a post holding a fellow on a hand
Tiger Hill to punkt widokowy słynący ze spektakularnych wschodów słońca. Podniebne show trwa kilka minut, ale tyle starczy, by pamięć na zawsze zapełniła się obejrzanymi tu obrazami: „Na niebie pojawia się pomarańczowa linia, rozszczepia się i przybiera odcienie czerwonych, fioletów i niebieskich smug. Po chwili wszystko roztapia się, ustępując miejsca złotoczerwonej poświacie. Z półmroku wyłaniają się góry. Z początku widać jedynie jasny punkcik wierzchołka Kanchenjungi, ale już moment później, gdy słońce pnie się wyżej i wyżej, szczyt jest widoczny. I nagle, zupełnie nieoczekiwanie, pojawia się iskra, szczyt się zapala, wręcz wybucha złocistym światłem! Ludzie się śmieją i klaszczą, ale są i tacy, którzy oniemieli stoją, wzruszeni płaczą” (dziennik, Indie 2005).
a girl goes on a post holding a fellow on a hand
Na upartego i dwa dni starczą, by poznać Dardżyling. Ale jeśli nikomu się nie spieszy, warto zakotwiczyć tu dłużej. Dla tych dziwnych mgieł, wschodów słońca i dla pól herbacianych niczym puszystych kobierców.
a girl goes on a post holding a fellow on a hand
Dla Soul Travel Felicja Bilska

Poprzedni artykuł

„Acho La La” – Bhutan, opowieść ludowa

Następny artykuł

„Król Koni” – Tybet, opowieść ludowa

Skomentuj: