Krzysztof Kolumb zapisał się w historii jako „odkrywca” (dlaczego w cudzysłowiu – wyjaśniamy w tekście) Nowego Świata, ale jego postać nie przestaje budzić kontrowersji zarówno w Kolumbii, jak i w całej Ameryce. Skąd właściwie wzięła się nazwa „Kolumbia”, dlaczego cała Ameryka nie nazywa się „Kolumbią”? Jak zmienia się współczesny stosunek mieszkańców obu Ameryk do postaci Krzysztofa Kolumba? Odpowiedzi na te pytania wcale nie są oczywiste.
W języku polskim nazwisko Krzysztofa Kolumba oraz nazwa kraju – Kolumbia – brzmią bardzo podobnie. Jednak warto mieć świadomość, że w Kolumbii, gdzie większość mieszkańców na co dzień mówi w języku hiszpańskim, te słowa mają inne brzmienie. Krzysztof Kolumb, to po hiszpańsku Cristóbal Colón, a Kolumbia – Colombia. Skąd więc ta rozbieżność między nazwiskiem podróżnika a nazwą kraju? Kolumb najprawdopodobniej pochodził z Genui, więc oryginalnie jego imię i nazwisko brzmiało: Cristoforo Colombo.
Ponadto w czasach Kolumba i jeszcze długo po jego śmierci powszechnie używano w Europie łaciny jako języka urzędowego, literackiego oraz w komunikacji między krajami. Po łacinie Krzysztof Kolumb to Christophorus Columbus. Nie dziwi więc, że w różnych częściach świata nazwisko Kolumb utrwaliło się właśnie w takim, lub bardzo zbliżonym, brzmieniu. Choć może się to wydawać zaskakujące, niektórzy Kolumbijczycy nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że nazwa ich kraju ma coś wspólnego z postacią historyczną znaną jako Cristóbal Colón.
Spis treści:
Ameryka versus Kolumbia
Pytanie, które zapewne wielu osobom nasuwa się w drugiej kolejności brzmi: dlaczego akurat ten kraj nazywa się Kolumbia, skoro Kolumb jest znany jako „odkrywca” całej Ameryki? Odpowiedź na to pytanie wymaga zagłębienia się w niezwykle ciekawą i niestety bardzo brutalną historię Ameryki Południowej. Nazwa “Ameryka” zaczęła być używana bardzo szybko. Amerigo Vespucci, włoski kupiec, który podróżował na nowe lądy zaledwie kilka lat po pierwszej wyprawie Kolumba pisał w listach o “Nowym Świecie”. Tu warto wspomnieć, że w czasach tzw. wielkich odkryć geograficznych oraz rozkwitu nowej technologii, jaką był druk, wielu podróżników – świadomie lub nie – rywalizowało o uwagę uczonych oraz powiększającego się grona czytelników. Badanie relacji z ich podróży jest fascynującą przygodą. Nie istniało wtedy pojęcie prawa autorskiego, więc niektórzy autorzy bez skrępowania kopiowali fragmenty dzieł innych podróżników. Byle zdobyć większy rozgłos i bardziej zadziwić odbiorców barwnością swoich opowieści.
Kolumb czy Vespucci?
Ponadto opisy zwierząt i roślin, a także rdzennych ludów historycy muszą obecnie przesiewać przez grube sito ówczesnych uprzedzeń, wyobrażeń oraz wspomnianej chęci zdobycia sławy i zszokowania czytelników. Prawdziwe informacje mieszały się w nich ze zmyślonymi historiami albo plotkami, które krążyły wśród podróżników. Gdy Amerigo Vespucci relacjonował swoje wyprawy, ten proces dopiero się zaczynał, ale mieszkańcy Europy byli już spragnieni nowych informacji. Relacje Vespucci’ego – szybciej niż te Kolumba – dotarły do uszu grupy kartografów, w tym Martina Waldseemüllera, będącego już wówczas wpływową postacią w swoim środowisku. Jego mapa świata z 1507 roku stała się pierwszą, na której widniało określenie “America”. W wydanej równocześnie książce – komentarzu Cosmographiae Introductio, napisanej najprawdopodobniej przez współpracownika Waldseemüllera, Matthiasa Ringmanna, autor daje do zrozumienia, że uważa Vespucci’ego za odkrywcę Nowego Świata. W ten sposób, w wyniku błędu, dzieła tych poważanych uczonych przyczyniły się do rozpowszechnienia nazwy nowych kontynentów.
Jednak już w XVI wieku wśród europejskich podróżników do Nowego Świata pojawiały się głosy, mówiące, że nowe kontynenty powinny nosić nazwę związaną z postacią Kolumba, jej prawdziwego (jak wierzono) odkrywcy. Prace na ten temat były publikowane na przestrzeni kilku kolejnych stuleci. Wobec rosnącej popularności map Waldseemüllera nie udało się jednak naprawić tego błędu. Nie oznacza to jednak, że w ogóle nie używano nazwy “Kolumbia”.

Dlaczego to właśnie Kolumbię nazwano na cześć Kolumba?
Do 1819 roku słowa “Kolumbia” używano myśląc o całym tzw. Nowym Świecie (czyli obu Amerykach). Imię Kolumba nosiło wiele ziem, rzek, jezior, gór, budynków itp. w obu Amerykach, a zwłaszcza w Ameryce Północnej. Narracje o samym Kolumbie zmieniały się z biegiem lat, ale można powiedzieć, że zwykle nowe, formujące się na obu kontynentach formacje państwowe upatrywały w jego postaci symbolu odwagi, niesienia zdobyczy cywilizacji na nowe, dzikie tereny oraz szlachetnej chrystianizacji zamieszkujących je ludów. Mogłoby się wydawać, że aspirujący do niepodległości mieszkańcy mogliby chcieć odciąć się od wszelkich symboli związanych z hiszpańskich imperializmem. Warto jednak pamiętać, że te pokolenia, które walczyły o wyzwolenie spod władzy europejskich mocarstw, były już potomkami konkwistadorów. Miały mocno zakorzenione przekonanie o wyższości europejskich wartości, stylu życia, religii nad wszystkimi wierzeniami autochtonów.
Wyższe warstwy społeczne miały europejskie wykształcenie. Ludność rdzenna była natomiast wciąż ofiarą przemocy i opresji, pozbawiona głosu i spychana na coraz bardziej ograniczone tereny. Gdyby ktokolwiek zapytał ją o zdanie, zapewne widziałaby w Kolumbie zwiastuna wszelkich nieszczęść. Dominowali jednak potomkowie konkwistadorów, a ich narracja potrzebowała bohaterów, takich jak Kolumb. Dlatego używanie nazwy “Kolumbia” było uważane za oznakę niezależności i przejaw coraz wyraźniejszych aspiracji do niepodległości szczególnie w Ameryce Północnej w XVIII wieku.
W Ameryce Południowej adwokatem i propagatorem słowa “Kolumbia” był Francisco de Miranda, prekursor południowoamerykańskich walk o niepodległość. Używał go w odniesieniu do hiszpańskojęzycznej części Ameryki i w jego zamiarze określenie to miało jasny przekaz – podkreślało niepodległościowe dążenia mieszkańców tej części świata. Miranda miał nawet bardzo odważny plan stworzenia wielkiego imperium, rozciągającego się od rzeki Missisipi aż po Ziemię Ognistą (południowy kraniec Ameryki Południowej). Co ciekawe, władca miał nosić miano Inca, co było ukłonem w stronę ludności rdzennej. Jego plan jednak się nie powiódł, choć można podejrzewać, że różne wysiłki dyplomatyczne i militarne, jakie czynił, jeszcze bardziej rozpaliły wyobraźnię mieszkańców kontynentu.
Francisco de Miranda rozpowszechniał nazwę “Kolumbia” mniej więcej od lat 80. XVIII wieku, a już w 1819 (po jego śmierci) powstało niepodległe państwo Wielka Kolumbia, w skład którego wchodziły kraje: Kolumbia, Wenezuela, Panama, Ekwador. Zaledwie 12 lat później federacja podzieliła się na odrębne państwa i w ten sposób powstał do dziś istniejący kraj Kolumbia.
Czy Ameryka lubi Kolumba?
Krzysztof Kolumb w powszechnej pamięci Europejczyków jest „odkrywcą” Ameryk. Jest niezmiernie dużo, szczegółów i różnych “ale”, które moglibyśmy tutaj rozpatrywać na dziesiątkach stron. Na przykład to, że prawdopodobnie pierwszymi europejskimi podróżnikami, którzy dotarli do Ameryki (Północnej) byli wikingowie z Leifem Eriksonem na czele i miało to miejsce już na początku XI wieku. Albo to, że sam Kolumb nigdy nie był w Ameryce Północnej, a mimo to uważamy go za odkrywcę obu kontynentów. Ląd, do którego przybił statek Santa Maria w 1492 był jedną z wysp archipelagu Bahamów, natomiast kolejne trzy wyprawy krążyły wokół Antyli oraz wybrzeży Ameryki Środkowej i Południowej. W końcu, warto byłoby zadać sobie pytanie co to znaczy, że Kolumb „odkrył” Amerykę. To bardzo europocentryczne stwierdzenie, które przez dziesiątki, a pewnie i setki lat było powtarzane na naszym kontynencie bez większych wątpliwości.
Tymczasem Kolumb faktycznie “odkrył” Amerykę tylko w pewnym sensie tego słowa. Odkrył ją dla mieszkańców Europy, którzy aż do tego momentu żyli w powszechnym przekonaniu, że na świecie są trzy kontynenty: Europa, Azja i Afryka. Z perspektywy ludów zamieszkujących obie Ameryki pojawienie się podróżników z dalekich stron było zapewne z początku ciekawostką, a z perspektywy czasu – wydarzeniem o strasznych konsekwencjach. Liczne ludy obu Ameryk od tysięcy lat zamieszkiwały te tereny, czciły swoich bogów, stawiały imponujące budowle, spośród których nieliczne można jeszcze podziwiać w różnych krajach Ameryki Środkowej i Południowej (zwłaszcza w Gwatemali), miały swoje wielowiekowe tradycje. Toczyły też wojny z sąsiadami i rywalizowały o zasoby.
Odkrycie dla jednych początek końca dla drugich
Według wielu relacji europejskich najeźdźców rdzenne ludy obu Ameryk często były przyjaźnie nastawione do przybyszów, oferowały im pomoc oraz dzieliły się swoją wiedzą na temat geografii, fauny i flory. Nie zdawały sobie sprawy z imperialnych ambicji podróżników z odległych krain oraz – co okazało się równie zabójcze – bakterii i wirusów, które ze sobą przywieźli. Przybysze wykorzystywali natomiast wszelkie zdobyte informacje, by zakładać stałe osady, zagrabiać bogactwa nowo poznanych ziem i podbijać coraz większe tereny. Przy okazji zarażali rdzennych mieszkańców ospą, odrą, dżumą, tyfusem i innymi chorobami, na które autochtoni nie byli odporni.
Szacuje się, że przed 1492 rokiem w obu Amerykach żyło około 60mln ludzi. Sto lat później populacja rdzennej ludności wynosiła zaledwie około 6mln. Oznacza to, że w wyniku głodu, chorób, wojen oraz planowego ludobójstwa z rąk europejskich przybyszów zginęło ponad 50mln ludzi.
Dlatego trudno się dziwić, że dziś wielu rdzennych mieszkańców obu Ameryk oraz wszelkie przyjazne im środowiska walczące wspólnie o ich prawa, mają negatywny stosunek do postaci Kolumba. Często nie chodzi tu wcale konkretnie o jego samego, ale o Kolumba jako symbol dramatycznych następstw odkrycia Ameryk dla Europy. Można się przecież domyślać, że nawet gdyby Kolumb nie natrafił na ląd w swojej podróży na zachód, zrobiłby to inny żeglarz, w podobnym czasie. W epoce wielkich odkryć geograficznych ciekawość i brawura popychała wielu podróżników do przesuwania granic tego, co znane. Jednak to właśnie Kolumbowi przypadło odkrycie Ameryki, a jego postać jest dla wielu symbolem jednego z najokrutniejszych podbojów w historii ludzkości. W wyrazie sprzeciwu wobec uznawania Kolumba za bohatera, wielu mieszkańców Ameryki po prostu ignoruje jego postać, nie uważając go za temat wart rozmowy.

Pomniki na bruku
Dla ludności rdzennej trudne i niezrozumiałe są liczne pomniki Kolumba, konkwistadorów i innych europejskich najeźdźców, które stoją w wielu miastach obu kontynentów. Ich niszczenie od wielu lat jest wyrazem buntu wobec narracji oddającej szacunek osobom, które w znaczny sposób przyczyniły się do śmierci milionów ludzi. Bywa też objawem sprzeciwu wobec rządu (np. w 2021 roku w Kolumbii), który w niewystarczający sposób chroni obrońców praw ludności rdzennej. Tylko w 2021 roku w Kolumbii zabito ponad 20 takich osób. Obalanie kolejnych pomników było w tym przypadku próbą zwrócenia uwagi na ten problem.
Nie ma wątpliwości, że w ostatnich dekadach w wielu krajach Ameryki Łacińskiej zmienia się spojrzenie na historię obu Ameryk. Utrwalana przez setki lat europocentryczna wersja historii ustępuje dumie z prekolumbijskiego dziedzictwa kulturowego i różnorodności etnicznej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Kolumb był przedstawiany w podręcznikach jako bohater i odkrywca, teraz coraz częściej pojawia się w nich jako jeden z europejskich podróżników, któremu przypadło w udziale dotarcie do nieznanych ziem.
Już nie „Dzień Kolumba”
Pewnym znakiem tego zmieniającego się podejścia może być to, że w wielu krajach 12 października, znany kiedyś jako Dzień Kolumba, obecnie jest Dniem Rasy w Meksyku, Dniem Dekolonizacji w Boliwii, Dniem Szacunku wobec Różnorodności Kulturowej w Argentynie, Dniem Spotkania Między Dwoma Światami w Chile i Dniem Oporu Ludności Rdzennej w Wenezueli. Jego nazwy są różne w poszczególnych krajach, ale przeważnie odnoszą się właśnie do poszanowania dla wielokulturowości oraz ludności rdzennej. Ciekawe jednak, że w ogóle jest to nadal święto. Warto wspomnieć, że od dziesięcioleci właśnie 12 października dochodzi do protestów i burzenia pomników konkwistadorów.
Kluczem do zrozumienia stosunku mieszkańców Ameryki Północnej i Południowej do postaci Krzysztofa Kolumba może być także uświadomienie sobie jak duża może być różnica w interpretacji historii, w zależności od pochodzenia konkretnej osoby. Obecnie w wielu krajach Ameryki Południowej ludność tubylcza stanowi niewielki procent wszystkich mieszkańców poszczególnych krajów. Na przykład w Kolumbii, według różnych danych, może to być między 3 a 10% populacji. Potomkowie europejskich najeźdźców żyją obok potomków sprowadzonych z Afryki niewolników i rdzennych mieszkańców Ameryki. Historia jednej rodziny może tu być niesamowicie skomplikowana, a próba znalezienia własnej tożsamości historycznej – niezwykle trudna.
Warto zdawać sobie sprawę z tych wszystkich niuansów, by lepiej rozumieć dlaczego dosłownie każda osoba pochodząca z Ameryki na pytanie o Kolumba może udzielić kompletnie innej odpowiedzi.
Bibliografia:
- Bartosik-Vélez Elise, The legacy of Christopher Columbus in the Americas: New nations and a transatlantic discourse of empire, https://library.oapen.org/bitstream/id/fbb06e57-759f-43c2-bf3b-792cee697ee2/external_content.pdf, dostęp 10.09.2025
- https://www.britannica.com/biography/Christopher-Columbus/The-first-voyage dostęp 1
- https://en.wikipedia.org/wiki/Naming_of_the_Americas dostęp 11.09.2025
- https://es.wikipedia.org/wiki/Colombeia_(naci%C3%B3n) dostęp 11.09.2025
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_Kolumbia dostęp 12.09.2025
- https://www.bbc.com/news/world-latin-america-57651833 dostęp 13.09.2025
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Columbus_Day dostęp 13.09.2025
Podobne artykuły
Polecane wyprawy
Wyjątkowe wyprawy poza utartymi szlakami, warsztaty fotograficzne w klimatycznych miejscach i podróże w rytmie slow, które celebrują lokalne tradycje.

