Ekwador – co zobaczyć w Środku Świata?

3

Magdalena Jarocka

Redaktorka

Redaktorka, podróżniczka, przewodniczka, mól książkowy i pożeracz słodyczy. 

Jest takie miejsce w Ekwadorze, które dzięki mikroklimatowi nazywane jest doliną stulatków. Choć statystyki długowieczności w Vilcabamba nieco spadły, gdy zaczęli się tam osiedlać amerykańscy emeryci, średnia długość życia należy do najwyższych na świecie. Niektóre plemiona w Ekwadorze, żyją w tak głębokiej izolacji w amazońskiej dżungli, że nie do końca wiemy, czy jeszcze istnieją. Podczas jednego z ekwadorskich świąt wiesza się na krzyżach pieczone świnki morskie. Ekwador jest miejscem pełnym kulturowych i przyrodniczych niezwykłości. Przekonajcie się, że to nie tylko sporty ekstremalne w Banos, huśtawka na krańcu świata, kapelusze panama i żółwie na Galapagos. Przy bliższym poznaniu Ekwador zyskuje znacznie, znacznie więcej.

Białych plam na mapie już nie ma. I nie ma się co oszukiwać, że ruszając w podróż, staniemy się odkrywcami na miarę Vasco da Gamy. Nie te czasy, kochani. Ale są jeszcze takie miejsca, które potrafią zaskoczyć, i są zupełnie inne od kultury w której jesteśmy osadzeni. Taka jest Amazonia. I tu nie brakuje komercyjnych wiosek, małych lub większych turystycznych oszustw. Ale nadal można zaobserwować dzieci zmierzające do szkoły w łódce dłubance, czy kobietę płacącą za jakąś usługę koszem owoców, albo żółwiem. Region Oriente to prawdopodobnie najbardziej nieodkryta część Ekwadoru. Część wielkiego ekosystemu lasów amazońskich, jednego z najbardziej bioróżnorodnych miejsc na świecie.

Co prawda Amazonka nie przekracza ekwadorskiej granicy, a jedynie jej dopływ – Napo, ale właśnie jego nurtem wyruszyła ekspedycja Francisco de Orellany, pierwszego białego człowieka, który ujrzał Amazonkę i spłynął nią do Oceanu Atlantyckiego. Stało się do w 1542 roku. Dziś nazwiskiem odkrywcy nazywana jest cała ekwadorska prowincja obejmująca amazońskie lasy i jej stolica Puerto Francisco de Orellana, czyli Coca. Wyobraźcie sobie tę wyprawę: 220 żołnierzy, 4000 tragarzy, 200 koni, 2000 świń i oczywiście broń do obrony przed wrogimi plemionami. Minęło prawie pięć wieków od tamtych wydarzeń. Dziś podróżuje się inaczej, ale amazońska dżungla nadal daje schronienie rdzennym ludom, które żyją po swojemu.

Amazonia – ekwadorskie plemiona

Najliczniejszymi plemionami ekwadorskiej Amazonii są Shuar i Huaorani. Z tym ostatnim pierwszy kontakt nawiązano dopiero w 1958 r., ale dziś dostanie się do ich osad wcale nie jest trudne. Huaorani zamieszkują Park Narodowy Yasuni. Nadal mieszkają w skromnych chatach (choć część przeprowadziła się do miast) w wielopokoleniowych rodzinach, żywią się tym, co upolują w dżungli i co pobłogosławi szaman. Raz będzie to dzika świnia, innym razem papuga, a czasem małpa.

Polują za pomocą tradycyjnych metod przy użyciu zatrutych strzał i dmuchawek. Piją chichę z przeżutych i sfermentowanych owoców palmy. Wiedzą jak przetrwać, z jakich żab można przygotować truciznę, jakie rośliny mają właściwości lecznicze, a jakie działają halucynogennie. Dla celów zdrowotnych i magicznych stosują ayahuascę, psychoaktywny wywar nazywany „lianą duszy”. Jeszcze głębiej w dżungli żyją Taromenana i Tagaeri, które świadomie nie utrzymują kontaktów ze światem zewnętrznym i starają się chronić swój świat przed zakusami tych, dla których wartość pierwotnych cywilizacji jest mniejsza niż ropa naftowa i drewno. Z powodu izolacji nie jest pewne, czy Tagaeri nadal istnieją.

Rezerwat Cuyabebo – wyprawa do amazońskiej dżungli

Jeżeli Wasza podróż do Ekwadoru zaprowadzi Was do amazońskiej dżungli, to z całą pewnością traficie do rezerwatu Cuyabebo, słynącego z bogactwa przyrodniczego. Szacuje się, że rośnie tu ponad 12 tys. gatunków roślin i ponad 1300 gatunków zwierząt. Spotkacie małpy, pancerniki, przyjazne leniwce, ostronosy, pekari, kajmany, różowe delfiny i nietoperze wampiry. Nie jest to przygoda dla wielbiciela kanapy i sterylnych warunków. Musicie być przygotowani na kontakt z różnymi insektami, ptasznikami, a nawet anakondą, na wizytę żaby w pokoju i nocne odgłosy dżungli. To jedno z tych miejsc na Ziemi, podobnie jak Wyspy Galapagos, czy jemeńska wyspa Sokotra, które należy traktować ze szczególną ostrożnością.

Ekoturystyka jest jednym ze sposobów, aby zachować jego naturalny charakter. Nie brakuje tu miejsc, w których można się zatrzymać na kilka dni by chłonąć naturę 24 godziny na dobę. Rezerwat zamieszkują Indianie Cofan, Secoya i Siona. Często pełnią rolę przewodników po lesie deszczowym. Są strażnikami jego tajemnic, znają rytm przyrody i posiadają mądrość przekazaną im przez przodków. Warto wykorzystać ich wiedzę, aby doświadczyć autentycznej więzi z naturą.

Zanim opuścimy Amazonię, warto wspomnieć jeszcze o jednym interesującym miejscu, które choć nie sięga księżyca, odwiedził sam Neil Armstrong. Jaskinię Cueva de los Tayos wiązano z legendą o tajemniczym mieście zbudowanym przez pozaziemską cywilizację. Zorganizowano wyprawę badawczą, w której właśnie brał udział słynny astronauta. Jak można się domyśleć, miasta w jaskini nie znaleziono, a jedynymi jej mieszkańcami okazały się ptaki zwane tłuszczakami. Ten ciekawy gatunek żywi się tłuszczem piskląt i podobnie jak nietoperze ma zdolność echolokacji, która pozwala ich poruszać się w ciemności. Co roku na wiosnę polują na nie Indianie Jiwaro, zwani łowcami głów. Ich przodkowie po zabiciu wroga odcinali mu głowę, a następnie preparowali ją, tak aby skurczyła się do wielkości pięści dorosłego człowieka. Wierzyli, że w ten sposób, zatrzymają energię kosmiczną, by móc przekazać ją dalej plonom i zwierzętom.

Aleja Wulkanów w Ekwadorze – Sangay i Cotopaxi

Przemieśćmy się trochę w stronę środka Ekwadoru. Andy Ekwadorskie przecinają kraj na pół. Po jednej stronie jest pas nadbrzeżny tzw. Costa, po drugiej krajobraz opada w stronę Niziny Amazonki. Ekwador leży w obrębie Pacyficznego Pierścienia Ognia, a górski krajobraz kształtują również wulkany. Z trzydziestu ekwadorskich wulkanów, osiem jest czynnych. Jednym z najbardziej aktywnych jest Sangay. Jest też jednym z najwyższych wulkanów na świecie. Jego idealnie stożkowaty kształt, pokryty lodowcem przywodzi na myśl japońską Fujiyamę. Wznosi się na 5230 m nad amazońską ​​dżunglą. Można się na niego wspinać, choć konieczna jest oczywiście wcześniejsza aklimatyzacja – np. na górującym nad Quito wulkanem Pichincha. Park Narodowy Sangay wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Najsłynniejszym wulkanem w Ekwadorze jest jednak Cotopaxi. W miejscowym narzeczu jego nazwa oznacza „szyję księżyca”. Owa szyja sięga 5897 m n.p.m., co daje jej drugą wysokość po Chimborazo (6263 m n.p.m.) w kraju. Na szczyt Cotopaxi wyrusza wiele wypraw i osiągnięcie go nie wymaga himalajskich umiejętności. Trasa jest bardziej trekkingowa (6-8 godz. na szczyt) niż wspinaczkowa, a głównym problemem jest wysokość, której nie należy lekceważyć. Ci którzy nie czują się na siłach mogą podejść do schroniska Refugio Jose Ribas. Znajduje się ono na 4800 m n.p.m., a dojście z parkingu zajmuje około godzinę. To wystarczy by móc napawać się widokami i poczuć magię miejsca.

Mitad del Mundo – gdzie jest Środek Świata?

Ekwador otrzymał swoją nazwę na cześć linii, która dzieli półkulę północną i południową. Choć równik przebiega przez trzynaście państw i terytoriów, to z jakiegoś powodu właśnie miejsce w Ekwadorze okrzyknięto Mitad del Mundo, czyli Środkiem Ziemi. Wyznaczyli go w XVIII w. francuscy geodeci. Postawiono tu pomnik wysoki na 30 m i wyznaczono linię przebiegu równika. Od tamtej pory ludzie przyjeżdżają tu, aby stanąć jednocześnie po obu stronach Ziemi. I mało kogo interesuje fakt, że naukowcy pomylili się o 240 metrów, czyli prawie o długość dwóch boisk piłkarskich. Turyści przyjeżdżają, robią sobie fotkę, odwiedzają muzeum znajdujące się w pomniku, czasem jeszcze wykonają eksperyment grawitacyjny z jajkiem, które ma się nie przewrócić (oczywiście, że się przewraca!) i jadą dalej.

Czy równik jest tylko linią? Co naprawdę jest w nim interesującego? Wybrzuszenie równikowe sprawia, że punkty na równiku są znacznie dalej odsunięte od jądra ziemi niż inne. Dzięki temu szczyt wulkanu Chimborazo, jest najbliżej położonym Słońca punktem Ziemi. Przebija Mount Everest o ponad 2000 m! Na równiku są najmniej romantyczne zachody słońca – mijają bardzo szybko, ale za to miłośnicy gwiazd mogą obserwować gwiazdozbiory leżące po obu półkulach. I jeszcze jedna ciekawostka, z której ucieszy się większość kobiet. Na równiku ciało waży mniej niż na biegunach. 0,5 procenta, ale zawsze coś! Jak widzicie równik jest wyjątkowy. I wiedziano o tym znacznie wcześniej od francuskich geodetów. Mieszkająca tu kiedyś prekolumbijska kultura Quitu, nazwała się od słów „qui” co oznacza środek, i „tu” co oznacza ziemię. 

Quito – stolica Ekwadoru

Kiedyś było północną stolicą Imperium Inków, które rozciągało się przez tereny dzisiejszego Peru i Ekwadoru oraz częściowo Boliwii, Chile, Kolumbii oraz Argentyny. Inkowie byli świetnymi budowniczymi, zostawili po sobie ok. 40 tysięcy km brukowanych dróg, mosty i ruiny miast. Wierzyli, że wszystko stworzył Wirakocza, a ich religia była związana z kultem przodków i siłami natury. Góry uważano za święte istoty, którym należało składać ofiary tzw. capacocha, najczęściej z dzieci i młodych dziewcząt. W 1531 r. do wybrzeży Ekwadoru dopłynęła flota Francisca Pizarra. Hiszpanie podstępem pojmali inkaskiego króla Atahualpę, zgładzili go, zniszczyli i zajęli miasto. Kamienie po dawnych inkaskich budowlach posłużyły do budowy kolonialnych pałaców i kościołów. Podobny los spotkał inne inkaskie ośrodki jak Cuenca czy Riobamba.

Dziś spacerując ulicami Quito podziwiamy stare kościoły i klasztory. Iglesia de San Francisco jest największym zabytkowym kompleksem religijnym w Ameryce. Zyskał nawet miano Escorialu Nowego Świata. Większość kościołów ma przesadnie duże rozmiary, a ich bogato zdobione wnętrza np. w kościele Jezuitów, opływają złotem. Miasto wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Misjonarze, którzy przybyli na nowe ziemie, wykonali swoją robotę. Dziś ponad 90% mieszkańców Ekwadoru wyznaje chrześcijaństwo i to w bardzo żarliwy sposób. Wystarczy przyjechać do Quito podczas Semana Santa, by przekonać się o tym na własne oczy. W Wielki Piątek ulicami przechodzi wyjątkowa procesja. Idą w niej Cucuruchos ubrani w fioletowe szaty i kaptury zasłaniające twarze oraz pokutnicy, którzy nie traktują wydarzenia jedynie jako corocznej tradycji. Wielu z nich to ludzie biedni, kalecy, pokrzywdzeni przez los. Niektórzy mają na sobie korony cierniowe, ciało owinięte kaleczącym drutem, ciągną łańcuchy i biczują się pokrzywami. Każdy z nich niesie swój krzyż. Nie tylko ten dosłowny.

Targ w Otavalo – ślady inkaskich tradycji

Oczywiście, inwazja Hiszpanów nie zniszczyła zupełnie dawnej kultury. Przetrwała ona np. w języku keczua, czyli północnym dialekcie Imperium Inków. Co ciekawe, duże znaczenie w jego rozprzestrzenieniu się i utrwaleniu mieli jezuici, którzy przyjęli go jako narzędzie do ewangelizacji. Przetrwała także w obrzędach łączących tradycje chrześcijańskie z echem dawnych wierzeń. W Latacunga pod koniec września obchodzi się święto Mama Negra, ulicami przechodzą roztańczeni comparsas, grają trąbki i bębny, a goście raczą się alkoholem. W centrum barwnej parady jest ona – Matka Boska Wulkaniczna. Czczona tak gorąco, bo zdołała zatrzymać wybuchający Cotopaxi. Mama Negra ma czarną maskę, w jednej ręce trzyma laleczkę symbolizującą jej córkę, a w drugiej naczynie z mlekiem, symbolem matki. W tanecznym korowodzie idą też ashangueros dźwigający krzyże. Zupełnie jak w typowej chrześcijańskiej procesji, tyle że na krzyżach wiszą dary – pieczone świniaki i świnki morskie, butelki z alkoholem, owoce i papierosy.

Za prawdziwy bastion tradycji rdzennych mieszkańców uchodzi miasto Otavalo. Nawet jego nazwa znaczy „miejsce przodków”. Indianie Otavalenos noszą długie włosy, kapelusze i białe spodnie, a ich kobiety bogato haftowane bluzki i czarne spódnice. Kultywują swoje tradycje podczas barwnych festiwali jak Inti Raymi, czyli Święta Słońca, czy sierpniowego Yamor, dzieląc się tradycyjnym napojem wytwarzanym z kukurydzy oraz radością wyrażaną w muzyce i tańcach. Tym, z czego są najbardziej znani jest ich wspaniałe rzemiosło.

Słynny sobotni targ w Otavalo uważany jest za największy w Ameryce Południowej. Ciężko oprzeć się tym wszystkim kolorowym koszom, tekstyliom, czapkom i kocom z alpaki, ceramice i filcowym kapeluszom. Chyba tylko ograniczenia bagażowe, skutecznie hamują przed niekontrolowanym zakupowym szaleństwem. Targ w Otavalo to też okazja, aby spróbować kuchni andyjskiej. Tutejszą specjalnością jest cuy, czyli świnka morska, guatita i gulasz z wołowych żołądków. A jeżeli nie w smak Wam będą takie smakołyki, to po prostu wybierzcie kubek kawy (w końcu kawa z Ekwadoru jest jedną z najlepszych na świecie) i wczujcie się w lokalny klimat.

  • 3

    Magdalena Jarocka

    Redaktorka

    Redaktorka, podróżniczka, przewodniczka, mól książkowy i pożeracz słodyczy. 

Odkryj inspirujące wyprawy

Polecane wyprawy

Wyjątkowe wyprawy poza utartymi szlakami, warsztaty fotograficzne w klimatycznych miejscach i podróże w rytmie slow, które celebrują lokalne tradycje.

Zobacz wszystkie