Są takie miejsca na świecie, do których przyjeżdża się jak w odwiedziny do przyjaciela. Nie mają nic największego i najpiękniejszego. Ale jest tam prawda, spokój i autentyczność. I jakaś równowaga pomiędzy naturą a człowiekiem. Jest w nich coś… intymnego, jakby wchodziło się bez zapowiedzi do czyjegoś domu wypełnionego codziennym nieporządkiem, pachnącego gotowanym właśnie obiadem. Tropikalne wyspy Świętego Tomasza i Książęca, czyli São Tomé i Príncipe mają urok miejsca nieskrepowanego drogimi hotelami i tłumem turystów. Regularnie trafiają do top 10 najrzadziej odwiedzanych państw świata. Z drugiej strony, ta turystyczna „pustynia” wygrywa w rankingach średniego czasu pobytu. Co sprawia, że przybywający zostają tu na dłużej i co warto zobaczyć na São Tomé? Zanim odpowiemy na to pytanie, zobaczcie, gdzie Was zabieramy.
Wyspy Świętego Tomasza i Książęca – gdzie to jest?
São Tomé i Príncipe to wyspy pośrodku Zatoki Gwinejskiej. Od Libreville, stolicy Gabonu dzieli je mniej więcej 300 kilometrów w linii prostej. Łącznie z małymi wysepkami Pedras Tinhosas i Ilhéu das Rolas tworzą niewielką republikę demokratyczną ze stolicą w mieście São Tomé. Niewielką, bo na jej powierzchni zmieścilibyśmy tylko Gdańsk i Warszawę. Wyspy zamieszkuje ok. 220 tys. osób, głównie pochodzenia afrykańskiego (95%) oraz kreolskiego (ok. 4%). Mieszkańcy São Tomé wyznają katolicyzm, mówią po portugalsku.
Mieszkancy wysp w zdecydowanej większości żyją z rybołówstwa i lub upraw. O poranku wypływają na ocean prostymi łodziami-dłubankami z jednego kawałka drewna, uprawiają kakao na eksport i warzywa dla siebie, na targu sprzedają kokosy, gigantyczne dżakfruty i chińskie klapki, piorą ubrania nad brzegami rzek, przemierzają dziurawe drogi, a czasem nie robią nic. Bo bywa, że niewiele jest do roboty. Ponad połowa obywateli żyje poniżej granicy ubóstwa, a bezrobocie wśród młodych jest powszechnym zjawiskiem. Ale często po prostu dlatego, że czas tu traktuje się inaczej. Codzienność upływa w rytm filozofii „leve-leve”, co w lokalnym języku forro oznacza „powoli, spokojnie”. Wieczorami, gdy upał odpuszcza i powietrze nie oblepia już ciała jak druga skóra, ulice wypełniają rozmowy oraz zmysłowe rytmy kizomby i puíta, wspólny rytuał kończący dzień.

Wyspy Świętego Tomasza i Książęca – krótka historia
Był rok 1471 albo 1470. 21 grudnia wypadało święto Tomasza. To właśnie tego dnia na horyzoncie pojawiła się cienka linia lądu. Gdy portugalscy żeglarze dobili do brzegów, byli sami. Niewielkie wysepki w sercu Zatoki Gwinejskiej okazały się zupełnie bezludne. Pierwszymi osadnikami nowo odkrytego lądu byli ci niechciani – skazańcy, prostytutki i żydowskie dzieci, a w końcu ci, których ręce potrzebne były do pracy – afrykańscy niewolnicy. Punktem przeładunkowym dla tych ostatnich był zamek w Elminie na wybrzeżu Ghany – olbrzymi, niewolniczy hub nazywany „Bramą bez powrotu”. Rajskie wyspy szybko stały się największym producentem cukru na świecie, a znaczną część porastającej je dżungli wykarczowano pod uprawy.
Gdy za sprawą rosnącej konkurencji w regionie cukrowa gospodarka upadła, na São Tomé, jak grzyby po deszczu, zaczęły powstawać plantacje kakao. O tym, jaką skalę osiągnęła produkcja, świadczą statystyki z początku XX wieku, kiedy około 150 plantacji (także m.in. kawy i bananów) zwanych roças zajmowało większość obszaru obu wysp. Same plantacje były jak autonomiczne miasteczka wyposażone w mieszkania dla robotników, kaplice, szpitale, sklepy i szkoły.
Gdy w 1975 roku São Tomé ogłosiło niepodległość, świat roças zmienił się na zawsze. Wielkie zakłady szybko pochłonęła natura i czas. Dziś w nielicznych z nich wciąż prowadzona jest produkcja lub służą one turystyce. Niektóre nadal są domem – choć biednym i skromnym – dla potomków pracujących tu niegdyś niewolników. Ale najczęściej mury porastają obecnie paprocie i tropikalne rośliny, powoli zacierając ślady historii.
Kakao z São Tomé.
Czekolada. Wszyscy ją uwielbiamy. Rozpływa się w ustach i powoduje w naszych mózgach wybuch serotoniny – hormonu szczęścia. Wyspy świętego Tomasza i Książęcą często nazywa się Wyspami Czekoladowymi. Dlaczego? Wulkaniczne gleby i gorący, wilgotny klimat równikowy zapewniają doskonałe warunki do uprawy kakao, które nadal stanowi główny produkt eksportowy kraju. Popularny tu gatunek Amelonado z rodziny Forastero ma intensywny smak pieczonego kakao z owocową nutą. Kakao z Wyspy Książęcej jest delikatne, bogate w aromacie i mocne w działaniu. Jak na ironię, na półkach lokalnych sklepów ciężko znaleźć choćby tabliczkę czekolady. Cena małego pudełka czekoladek od Claudio Corallo – jednego z najbardziej znanych producentów na São Tomé – to ponad 18 dolarów. Dla mieszkańców wysp, nierzadko utrzymujących się z płacy minimalnej wynoszącej zaledwie kilkukrotność tej kwoty, to wciąż towar luksusowy.
Kakao na São Tomé ma swoją opowieść naznaczoną rękami ludzi, dla których znaczyło więcej niż słodki przysmak. Jej początku należy szukać w innej portugalskiej kolonii – Brazylii. To właśnie stamtąd w 1822 roku przywieziono pierwsze sadzonki. O tym, że jego uprawa była dla kolonizatorów jak wygrana w totka, pisaliśmy w poprzednim akapicie. Ale oni odeszli. A jak potoczyła się historia kakao na São Tomé? Toczy się dalej na ekologicznych plantacjach, np. Diogo Vaz, które dbają o zrównoważony rozwój, chronią środowisko i dają godną pracę lokalnym społecznościom. Toczy się też w niewielkich rodzinnych faktoriach, zgodnie z tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Ziarna zbiera się ręcznie i suszy w drewnianych skrzyniach, czasem tuż przy domach. Gotowe kakao przewożone jest do miasta São Tomé, gdzie poddawane jest rygorystycznym badaniom mikrobiologicznym, a stamtąd rusza dalej w świat. Dla rolników wsparciem są spółdzielnie, dzięki którym ich kakao uzyskuje certyfikaty Fair Trade (Sprawiedliwy Handel) oraz Organic (Rolnictwo Ekologiczne), a oni sami lepsze wynagrodzenie i nadzieję na przyszłość.

Wyspy Świętego Tomasza i Książęca – co zobaczyć?
Obo National Park i Pico de São Tomé
Idziesz wyżej i wyżej. Wśród olbrzymich drzew, które otulają Cię niczym zielony koc. W gęstwinie dżungli dostrzegasz kolorowe lobelie i orchidee. Stopami dotykasz plątaniny korzeni, wijących się jak węże. Czujesz witalność lasu i ziemistą woń rozkładu. Dotykasz tego wszystko całym sobą.
Trekking na najwyższy szczyt São Tomé, choć doznania po drodze i widoki zapierają dech w piersiach, nie należy do najłatwiejszych. Góra wznosi się na 2024 m n.p.m. ponad lasy mgielne Parku Narodowego Obo. Aby dostać się na jej szczyt potrzeba dwóch dni, z noclegiem pośrodku pierwotnej dżungli. Wędrówka początkowo wiedzie wśród dawnych plantacji, a powyżej 1000 m z każdym krokiem rzuca nowe wyzwania. Duże przewyższenie, wymagający teren i nieprzewidywalność pogody sprawiają, że trasę uznaje się za jedną z najtrudniejszych w Afryce Zachodniej. Do tego, szczyt góry niemal nieustannie tonie w mlecznej mgle.
Dlaczego w takim razie warto przejść tę drogę? Aby zmierzyć się z samym sobą i naturą w jej pierwotnej formie oraz nauczyć się pokory wobec tropikalnych ekosystemów. Bo czasem droga jest ważniejsza niż cel. Dla tych, którzy nie szukają aż tak ekstremalnych wrażeń, Park Narodowy Obô odkrywa inne tajemnice: wspaniałe wodospady jak np. Cascata de São Nicolau, czy Lagoa Amélia – jezioro powstałe na dnie krateru wygasłego wulkanu porośnięte dziś gęstą roślinnością tropikalną. Można się do niego dostać w zaledwie dwie godziny wędrówki.

São Tomé i Príncipe na liście rezerwatów UNESCO
Las deszczowy Obo w swoim wnętrzu chroni jednak przede wszystkim jedne z najrzadszych gatunków roślin na Ziemi. Niektóre z nich mają status krytycznie zagrożonych, a w naturze spotyka się je zaledwie na kilku lub kilkunastu stanowiskach. Przykładem mogą być olbrzymie begonie (Begonia baccata, Begonia crateris), które osiągają tu niespotykane rozmiary, wyrastając nawet do trzech metrów wysokości. Endemiczne, rzadkie gatunki obejmują nie tylko rośliny, ale i wiele ptaków, owadów, gadów i nietoperzy. Na odizolowanych wyspach takich jak São Tomé, Galapagos czy jemeńska Sokotra ewolucja toczy się w odosobnieniu. Brak nowych genów powoduje unikalne mutacje. Gatunki dostosowują się wyłącznie do znanego im środowiska i nie są zdolne przetrwać nigdzie indziej. Właśnie to, czyni takie miejsca wyjątkowymi na skalę globalną i powoduje konieczność objęcia ich szczególną opieką. W 2025 r. Wyspy Świętego Tomasza i Książęca zostały uznane przez UNESCO za światowy rezerwat biosfery, jako pierwszy kraj na świecie w całości objęty ochroną przyrody.
Pico Cão Grande – strzelisty symbol wyspy São Tomé
Skalna iglica Pico Cão Grande jest najbardziej rozpoznawalnym miejscem nie tylko w Parku Narodowym Obo (Obo National Park), ale i na całym Wyspach Świętego Tomasza (São Tomé). Widoczna jest już z oddali, o ile nie zakrywają jej chmury (co zdarza się niezmiernie często). Czasem odnosi się wrażenie, że nie patrzy się na nią, lecz to ona bacznie obserwuje wszystko dookoła – niczym wieża Mordoru z czujnym Okiem Saurona na szczycie. I może nie jest to wcale takie dalekie od prawdy. W końcu powstała około 3,5 miliona lat temu, gdy magma zastygła wewnątrz krateru czynnego wulkanu. Wiele już przez ten czas widziała. Czop wulkaniczny wznosi się na 663 m n.p.m., a w połowie przecina go falujące morze puszczy równikowej.
Wspinaczka na Pico Cão Grande to wyzwanie dla prawdziwych zawodowców. Skala trudności, w zależności od wybranej drogi, wynosi od 5.10a A2 do 5.14a (8b+) i jest porównywalna do The Nose na El Capitan w USA – prawdziwej ikony w świecie wspinaczki. Pierwszego wejścia dokonano w 1975 roku przy użyciu… długich aluminiowych drabin. Śliska, pokryta mchem skała, przy użyciu znanych wówczas metod wspinaczkowych, była zupełnie nieosiągalna. Na współczesnych śmiałków niebezpieczeństwo czai się również w zaroślach. W otaczającej szczyt dżungli żyje gatunek endemicznej czarnej kobry. Węże te osiągają długość nawet do trzech metrów, a ich jad jest śmiertelny. Choć przypadki ukąszeń zdarzają się rzadko, to wsparcie lokalnych przewodników jest nieocenione, aby bezpiecznie poruszać się po tym terenie.

Boca do Inferno – Usta Piekieł
Gdy fale uderzają o brzegi, skały wyją i pomrukują. Gdy ocean jest wzburzony ze skalnych szczelin tryskają fontanny wody, a słona mgła rozpryskuje się szeroko po okolicy. Dniem i nocą doświadcza się tu potęgi natury. Nic dziwnego, że bazaltowe nadbrzeżne skały Boca do Inferno zyskały przydomek Ust Piekieł. Miejsce emanuje aurą tajemniczości. Potęguje ją dodatkowo mroczna legenda związana z pobliską, nieczynną już dziś plantacją Roça Água Izé. Opowiada ona o bezlitosnym nadzorcy, który tak dotkliwie gnębił swoich pracowników, że strachu przed nim nie wymazała nawet jego śmierć. Okrutność pana, tak mocno wryła się w dusze plantacyjnych robotników, iż uwierzyli, że dzięki ciemnym mocom zdołał przedostać się do Portugalii przez szczelinę w czarnej bazaltowej skale i że tą samą drogą może powrócić w każdym momencie.
Nurkowanie na Wyspie Książęcej
Principe bardzo serio traktuje swój status rezerwatu biosfery UNESCO, zarówno w odniesieniu do lasów deszczowych, jak i świata podwodnego. W morskich głębinach wokół Wyspy Książęcej nie ma sztucznych raf i udziwnień. Jest natura w czystej postaci. Surowa i dość specyficzna. Wulkaniczny krajobraz pokrywają intensywnie żółte, czerwone i pomarańczowe gąbki oraz falujące gorgonie. Spod wachlarzy czarnych koralowców wyglądają ciekawskie mureny i ośmiornice. Plączą się barwne ryby rafowe, żółwie morskie (zielone i szylkretowe), czasem spłoszone nagłym pojawieniem się płaszczki lub wąsatego rekina. Na nurkowanie na São Tomé i Príncipe najlepiej przyjechać w porze suchej (od czerwca do września), kiedy widoczność przekracza 20–30 metrów, temperatura wody ma przyjemne 26-29°C, a podwodna eksploracja jest dzika, żywa i w najbardziej autentycznym wydaniu.
Równik i Ilheu das Rolas
Równik przebiega przez 13 państw. W sumie niewiele, biorąc pod uwagę, że ciągnie się przez ponad 40 tys. kilometrów opasując Ziemię dookoła. Do tego większość z tych miejsc np. Gabon, Somalia czy wyspy Kiribati, nie należy do najpopularniejszych destynacji turystycznych. Tym bardziej, postawienie nogi na linii dzielącej świat na pół jest czymś naprawdę szczególnym. Na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej przebiega ona przez maleńką wysepkę Ilheu das Rolas. Dodatkowo, jeżeli uważnie przestudiujemy mapę, zauważymy, że jest lądowe przecięcie równika położone najbliżej słynnej Null Island – wyimaginowanej wyspy oznaczającej punkt o współrzędnych 0°0′N 0°0′E, w którym równik przecina się z południkiem zerowym. Czyż to nie wyjątkowe miejsce? Aż dziwne, że jeszcze nie stało się internetowym viralem i hitem blogów podróżniczych.
Wyobraź sobie, że płyniesz maleńką łódką. Dobijasz do brzegu, na którym wita Cię cała banda uśmiechniętych dzieci. Przybycie turysty to nadal dla nich ogromna atrakcja. Widzisz rybaków uwijających się przy łodziach. Mijasz domy poskładane z tego, co było akurat pod ręką. Idąc przez las deszczowy wsłuchujesz się w dźwięki przyrody. Powietrze jest ciepłe i wilgotne. Zadumę rozprasza szelest w zaroślach. Wyobraźnia podsuwa wizję dzikich zwierząt, ale to tylko świnie i kurczaki. I nagle stajesz tam, w środku świata. I wszystko jest spokojniejsze, niż mogłoby się zdawać. Nie ma straganów z pamiątkami. Przewodników z grupami. Lodów, balonów i eksperymentów z grawitacją. Nie ma nic teatralnego.

Praia Banana – najpiękniejsze plaże na São Tomé.
„Bądź, kim chcesz być, bierz rzeczy takimi, jakimi przychodzą,
nic nie jest tak przyjemne jak znalezienie raju…”
Tak to leciało w latach 90. na reklamie rumu Bacardi, którą nakręcono na Praia Banana na wyspie Príncipe. Przechadzając się po miękkim, złotym piasku, trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Plaża ma kształt złotego półksiężyca, otoczonego z jednej strony turkusowym morzem, z drugiej łukiem uginających się nad brzegiem palm. Na Wyspie Księcia jej odpowiednikiem jest Praia dos Tamarindos, równie pocztówkowa jak jej słynna siostra. Wypoczynek na São Tomé jest rzeczywiście jak znalezienie kawałka raju.
Ale w kwestii trunków polecalibyśmy raczej lokalne wino palmowe, czyli „vinho de palma” – integralną część kultury Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Do jego produkcji wykorzystuje się palmę olejową lub rafię (Raphia hookeri). Wczesnym rankiem na pniach robi się nacięcie, z którego czerpie się cenny płyn. Czynność tę wykonują tylko doświadczeni zbieracze, bo rysę robi się najczęściej na samym wierzchołku drzewa. Zebrany płyn fermentuje w ciągu kilku godzin, dając lekko musujący, słodko-kwaśny alkohol o zawartości ok. 4%. Wino palmowe najlepsze jest tego samego dnia, bo szybko staje się kwaśne jak ocet.
Nie namawiając Was oczywiście na zbytnie spożycie (!), życzymy Wam złapania chwili przyjemności i wyciągnięcia wyspiarskiej mądrości z reklamowej piosenki. Bo na São Tomé po prostu trzeba brać rzeczy takimi, jakie przychodzą. Nawet jeżeli nie są doskonałe. Nawet jeżeli nie wszystko idzie zgodnie z planem. Zaakceptować wyspiarski rytm „leve leve” i pogodzić się z tym, że cierpliwość tutaj to nie cnota, a konieczność. Wówczas będziecie w stanie docenić piękno São Tomé takie, jakie jest. Szczere, niewyreżyserowane, niezepsute tanią konsumpcją.

Bibliografia:
https://en.wikipedia.org/wiki/Cocoa_production_in_S%C3%A3o_Tom%C3%A9_and_Pr%C3%ADncipe
Polecane wyprawy
Wyjątkowe wyprawy poza utartymi szlakami, warsztaty fotograficzne w klimatycznych miejscach i podróże w rytmie slow, które celebrują lokalne tradycje.