Zwierzęta w turystyce – ciemna strona wakacji

3

Magdalena Jarocka

Redaktorka

Redaktorka, podróżniczka, przewodniczka, mól książkowy i pożeracz słodyczy. 

Lubimy się czuć dobrze w naszych domach, bezpieczni i otoczeni przestrzenią, która nas koi. Irytuje nas hałas za oknem i brak ulubionego jedzenia w lodówce. Zwierzęta potrzebują tego samego. Środowiska, które zapewni im pożywienie, wodę, schronienie oraz spokojną przestrzeń do życia i rozmnażania się. Wchodząc z aparatami fotograficznymi, naszą ciekawością, a często zwyczajną głupotą, w ich świat, wyobraźmy sobie siebie na ich miejscu. I kogoś, kto bez pytania przekracza próg naszego domu. Obserwuje, gdy bawimy się z dziećmi, myjemy zęby i jemy grzanki. Dobrze, że jeszcze nie każe nam wykonywać fikołków, jeść banana za zawołanie i wozić się na grzbiecie. Nie brzmi to dobrze, prawda? A przecież, sami właśnie tak postępujemy ze zwierzętami.

Turystyka jest jak pędząca maszyna, tak ciężka, że niemal nie do zatrzymania. Sama w sobie nie jest zła. Pozwala docenić piękno Ziemi i poznać fascynujące kultury. Problem pojawia się wtedy, gdy jej masowość przyczynia się do degradacji środowiska i wykorzystywania zwierząt jako atrakcji. Odpowiedzialne podróżowanie, to świadomość skutków naszych podróży, eliminacja tych negatywnych i podejmowanie działań wspierających ochronę przyrody. Aby nie szkodzić zwierzętom, musimy przestrzegać pewnych zasad i przestać je traktować jedynie jako pokarm lub ciekawostkę. Tylko wówczas turystyka przyrodnicza, będzie wspaniałą przygodą, bez skazy na sumieniu.

Kilka miesięcy temu w mediach społecznościowych pojawiło się szokujące nagranie z safari na Serengeti. Tłum ludzi i kilkadziesiąt jeepów blokowało drogę wyjścia z rzeki antylopom gnu. Zdezorientowane zwierzęta wpadały w panikę, raniąc się wzajemnie. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca! Jeszcze bardziej szokuje fakt, że lokalni przewodnicy, uczestniczący w zajściu zachęcali turystów do wychodzenia z samochodów, aby mogli uchwycić w kadrach dramat zwierząt.

Czy był to odosobniony przypadek? Biorąc pod uwagę masowość turystyki w czasie Wielkiej Migracji, walkę o klienta i pieniądze jakie za nimi idą, prawdopodobnie nie. Wielka Migracja na Serengeti jest niezwykłym spektaklem natury. Około dwa miliony antylop przemierza setki kilometrów między parkami Serengeti w Tanzanii, a Masai Mara w Kenii w poszukiwaniu pastwisk i wody. Tej wędrówce często towarzyszą dramatyczne chwile walki o przetrwanie. Wycieńczone zwierzęta stają się łatwym łupem, na który czekają drapieżniki. Nie potrzebny jest im dodatkowy chaos spowodowany przez człowieka, do tego w parku narodowym – miejscu, które przecież stworzono, by je chronić.

Czy można wybrać się na safari i wrócić bez wyrzutów sumienia? Tak, jeżeli podejdziemy do tematu odpowiedzialnie. Kluczowy jest wybór organizatora, dla którego ważny jest dobrostan zwierząt, a nie tylko grubość własnego portfela. Wiele firm działających w branży wspiera projekty ochrony przyrody, współpracuje z lokalnymi społecznościami w zakresie dzierżawy, zatrudnia Masajów jako przewodników, a nawet organizuje turystykę regeneratywną. Chcąc zachować się etycznie, warto rozważyć wyjazd poza szczytem sezonu, lub w mniej znane miejsca, przyczyniając się do rozłożenia ruchu turystycznego. Obserwacja dzikiej przyrody w samotności i ciszy, jest o niebo lepsza, niż w tłumie turystów. W osobnym tekście znajdziesz więcej informacji o tym jak wybrać etyczne safari.

Jak obserwować morskie zwierzęta?

Czy wieloryb może trafić na listę muzycznych hitów? W latach sześćdziesiątych XX w. amerykański biolog Roger Payne, wydał odgłosy wielorybów na płycie zatytułowanej Songs of the Humpback Whale. Krążek rozszedł się w ponad 100 tys. egzemplarzy, trafił na listę przebojów „Billboardu”, wykorzystali go aktywiści walczący o zaprzestanie zmasowanych połowów, a w 1977 r. muzyka humbaków poleciała w kosmos na pokładzie sondy Voyager. Morskie ssaki są zwierzętami wysokorozwiniętymi. Odczuwają lęk i tęsknotę. Świat morskich głębin jest czystym pięknem, które przetrwało miliony lat, do czasu gdy pojawił się człowiek ze swoimi łodziami, harpunami i żądzą zysku. Wymordowano miliony wielorybów. Dla mięsa, tłuszczu i rozrywki. I choć obecnie wieloryby poławia się tylko w kilku krajach na świecie, to w miejsce statków wielorybniczych pojawiły się turystyczne łodzie.

Rejsy na obserwacje wielorybów są zdecydowanie lepszą metodą interakcji z morskimi stworzeniami niż polowania, ale czy są etyczne? Nie do końca. Zderzenia humbaków ze statkami wycieczkowymi zdarzają się niestety bardzo często. Stres wywołany obecnością łodzi może zaburzać ich naturalne zachowania i reakcje organizmu, przykładowo zmniejszać ilość mleka u samic, a tym samym stwarzać ryzyko dla przetrwania młodych. Wieloryby mają doskonały słuch. Hałas łodzi i głośne zachowanie turystów, powoduje ich niepokój, a w rezultacie ucieczkę z miejsc żerowania, do siedlisk niższej jakości. Dlatego, tak ważny jest wybór organizatora rejsu, który działa w sposób zrównoważony – przestrzega lokalnych i międzynarodowych wytycznych, używa cichych, ekologicznych łodzi, unika kontaktu turystów z matkami pływającymi ze swoimi cielakami i nie zwabia zwierząt poprzez dokarmianie.

Czy delfiny są szczęśliwe w delfinariach?

Delfiny to jedne z najinteligentniejszych ssaków na Ziemi. Są niezwykle ciekawskie, empatyczne, stosują różne techniki komunikacji, w tym echolokację. W środowisku naturalnym pływają stadnie, często skacząc przez fale. Nie wykonują jednak salt przez przeszkody i nie tańczą w rządku, jak na przyjęciu weselnym. Nie robią tego. Wszystkie te nienaturalne zachowania, które można zaobserwować udając się do jednego z delfinariów, są efektem brutalnej tresury. Zwierzę otrzymuje jedzenie tylko wówczas, gdy posłusznie wykona polecenie człowieka. Jedna sztuczka = jedna rybka. W rezultacie, żyją w ciągłym głodzie. Przyjrzyjcie się pokazom w delfinariach lub popularnej atrakcji dla dzieci – pływaniu z delfinami. Po każdym wykonanym zadaniu, buziaku od dziecka, czy tańcu, delfin dostaje nagrodę. Czy zdjęcie waszego dziecka z uśmiechniętym delfinem, naprawdę warte jest jego cierpienia?

Naturalne środowisko delfinów i orek, to bezkresne morze. W ciasnych basenach szkodzi im skład chemiczny wody, męczą dźwięki pomp, muzyki i ludzi, chorują, zaczynają zachowywać się agresywnie, ranią siebie wzajemnie, a nawet popełniają samobójstwa. Głośny dokument „Blackfish”, nominowany do nagrody BAFTA, pokazał do czego może doprowadzić skrajny stres, jakiego doświadczają zwierzęta w niewoli. Ta historia skończyła się tragicznie dla trenerki orki i dla niej samej. Na szczęście, działania aktywistów powodują, że wiele państw, w tym Kanada, Chile, Kostaryka, Francja i Meksyk zakazały wykorzystywania ssaków morskich dla celów rozrywkowych. I oby w ich ślady poszły kolejne!

Więcej o delfinach i orkach przeczytasz w oddzielnym artykule.

Sanktuaria zwierząt – humanitarna turystyka „słoniowa”

Jedną z najpopularniejszych atrakcji Tajlandii, Indii i Sri Lanki, jest możliwość obcowania z największymi ssakami lądowymi naszej planety. Słonie na Sri Lance można zobaczyć w jednym z parków narodowych np. Udawalawe czy Minneryia, a czasem zupełnie przypadkowo na drodze. Mimo, że Sri Lanka może pochwalić się największą populacją słoni na terenie Azji (ok. 6-7 tys.), słoń cejloński jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Powodem takiego stanu rzeczy, jest ciągła utrata siedlisk oraz działalność człowieka, z którego rąk ginie co roku kilkaset osobników. Swoją cegiełkę dokłada też nieodpowiedzialna turystyka. Zdjęcie ze zwierzęciem spętanym łańcuchem, staje się dodatkiem umilającym zwiedzanie popularnych atrakcji. Niewinna z pozoru jazda na słoniu, bywa powodem ciężkich schorzeń i źródłem cierpienia zwierzęcia.

Jeszcze większą skalę problemu obserwuje się w Tajlandii. W tym kraju słonie od wieków wykorzystywane były jako zwierzęta pociągowe np. przy masowej wycince lasów. Gdy ze wzglądów ekologicznych wstrzymano wycinkę, ok. 70% populacji słoni stała się niepotrzebna. Wychowane w niewoli zwierzęta nie miały szans na przetrwanie w dżungli, która zresztą w znacznej mierze została zniszczona. Tak trafiły do przemysłu turystycznego, przynosząc mu milionowe zyski. Zaczęły robić sztuczki, kąpać się z turystami i służyć za taxi. Wcześniej przechodziły brutalną drogę „łamania charakteru”.

Dziś, po fali krytyki bestialskich praktyk, słonie ogląda się w specjalnych sanktuariach. Niestety część z nich, to pseudo rezerwaty, oferujące przejażdżki na słoniach, pokazy lub zabawy ze słoniątkami. Unikajcie takich miejsc! Ekoturystyka przyjazna zwierzętom promuje obserwowanie zwierząt bez ich dotykania i wymuszania nienaturalnych zachowań. Etyczne sanktuaria i „sierocińce” słoni w Tajlandii czy na Sri Lance, chronią i rehabilitują słonie, także te, które padły ofiarami kłusowników oraz dbają o edukację turystów.

Jak nurkować by nie szkodzić rafom?

Problem z oceanem polega na tym, że go nie widzimy. Nie wzbudza w nas takich emocji jak maltretowane konie czy słonie czy wycinane lasy tropikalne. Nie zauważamy jak zanikają morskie organizmy i niewiele nas to obchodzi. A powinno! Każdy morski organizm ma swoją rolę w ekosystemie. Gdy giną, powoli zaburzana jest równowaga oceanów, które przecież regulują funkcjonowanie Ziemi – produkują tlen, wpływają na klimat. Ok. 25% wszystkich morskich gatunków zamieszkuje rafy koralowe – barwne ogrody, które tak pobudzają nasza wyobraźnię. Ale ten kolorowy świat przestaje istnieć. Koralowce umierają w galopującym tempie. Statystyki mówią już o 80% w skali planety. Czy możemy coś z tym zrobić? Największy wpływ na bielenie koralowców ma globalne ocieplenie. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję.

Degradację koralowców powodują także niekontrolowane połowy, które zaburzają równowagę gatunkową wśród organizmów rafowych oraz turystyka nurkowa. Dlatego, surowo zabronione jest chodzenie po rafie i jej dotykanie. Bardzo ważne jest kontrolowanie ruchów i uważanie na sprzęt nurkowy, który może ją uszkodzić. Jeden nieuważny ruch nurka, potrafi zniszczyć coś, co formowało się przez wieki. Blaknięcie koralowców powodują także zanieczyszczenia chemiczne, także te pochodzące z naszych kosmetyków. Niektóre filtry przeciwsłoneczne zawierają toksyczne substancje jak np. oksybenzon, który niszczy koralowce. 

Czy robić selfie ze zwierzętami?

Fotografia przyrodnicza, może przyczyniać się do zwiększenia naszej wiedzy o naturze, ale może przysporzyć też wiele zła. Turyści potrafią wydać mnóstwo pieniędzy, żeby zrobić sobie zdjęcie z tygrysami, słoniami, czy rekinami tygrysimi. Jak fotografować zwierzęta, aby im nie szkodzić? Podstawową zasadą jest utrzymanie odpowiedniego dystansu. Zaniepokojone obecnością człowieka zwierzę może zaatakować, choć w normalnych warunkach by tego nie zrobiło. W licu 2025 r. w Rumunii, włoski motocyklista został zagryziony przez niedźwiedzia. Chwilę przed atakiem zrobił sobie selfie ze zwierzęciem i próbował go nakarmić. Oczywiście w rezultacie, śmierć poniósł także niedźwiedź. Czy był winny tego, że zadziałał instynkt w reakcji na ludzką ignorancję? Nieetyczne jest również fotografowanie się ze zwierzętami trzymanymi w niewoli. Godni potępienia są Ci, którzy próbują zarobić, oferując zdjęcia ze słodkim leniwcem, małym lori, czy z makakiem ubranym w różową spódniczkę, spod której wychodzi łańcuch. Ale, czy robiliby to, gdyby nie popyt ze strony turystów?

Warto pamiętać, że żadne dzikie zwierzę w naturze nie dopuszcza człowieka na wyciągniecie ręki. Jeśli ktoś oferuje wam zdjęcie z tygrysem lub małpą to możecie być pewni, że te zwierzęta albo zostały poddane brutalnej tresurze albo są pod wpływem środków odurzających. Albo jedno i drugie.

Jedzenie i pamiątki z podróży – dobrostan zwierząt w turystyce

I na koniec, coś co szczególnie lubimy – kulinarne eksperymenty podczas podróży. Od czasów dynastii Ming zupa z płetwy rekina była symbolem bogactwa i statusu. Przypisywano jej właściwości prozdrowotne, a nawet wręcz magiczne. Miska tego przysmaku kosztuje ok. 100 dolarów. Warto zadać sobie pytanie jak pozyskuje się te płetwy. Otóż odcina się je żywcem, a okaleczoną, niepotrzebną, nadal żyjącą i czującą rybę wrzuca z powrotem do oceanu. To nie jest odosobniony przykład. Jaja żółwi zagrożonych wyginięciem, mięso wielorybów, czy narodowe danie Francuzów – foie gras, to tylko niektóre przykłady, za którymi kryje się cierpienie zwierząt i gwałt na planecie, a które kuszą podczas podróży.

Podobnie jak temu co jemy, przyjrzyjmy się temu, co kupujemy i przywozimy z wakacji. Wyroby z kości słoniowej, skóry węży i krokodyli, czy skorup żółwi są surowo zakazane, a ich przewóz za granicę zabroniony. Tu raczej sprawa jest oczywista. Inaczej rzecz wygląda w przypadku innych odzwierzęcych pamiątek, których sprzedaż nie jest uregulowana, jak np. jednej z najdroższych kaw świata – kopi luwak, pozyskiwanej z odchodów cywet w Indonezji. Sposób jej pozyskania, budzi jednak znacznie mniej kontrowersji, niż to w jaki sposób traktowane są zwierzęta, aby ją wyprodukować. Nielegalną pamiątką jest także wino z węża, chętnie kupowane w Wietnamie przez turystów. Mało którego „smakosza” trunku rusza fakt, że aby go przygotować często zalewa się alkoholem żywego jeszcze węża.

Atrakcje ze zwierzętami a dzieci

Wiele z tych nieetycznych, opartych na krzywdzie atrakcji jest adresowanych do dzieci. Wszyscy znamy to powiedzenie – dziecku pożałujesz? Dziecku nie kupisz? To celowe działanie, bo operatorzy tych „atrakcji” doskonale zdają sobie sprawę z tego mechanizmu. Zadajmy sobie jednak pytanie – czy taki świat chcemy pokazywać naszym dzieciom? Czy chcemy by wkrótce dzikie zwierzęta można było oglądać jedynie w zoo i na stronach książek? Dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje, są znacznie bardziej wrażliwe i czułe na krzywdę niż dorośli. Co więcej, zawsze są są gotowe na rozmowę, wystarczy tylko dopasować język i argumenty do wieku i wyjaśnić czemu nie chcemy brać udziału w przejażdżce na słoniu lub wycieczce do delfinarium.

W ciągu 50 lat ludzie wybili 68% światowej populacji dzikich zwierząt. Utrata bioróżnorodności to palący problem, który niedługo może zadecydować o przyszłości Ziemi. Musimy zacząć traktować przyrodę poważnie. Wykorzystywanie zwierząt w branży turystycznej to oczywiście tylko część problemu. Ale mamy na to wpływ. Za turystyką zwierzęcą idą gigantyczne pieniądze, z których nieetyczni organizatorzy turystyki sami nie zrezygnują, jeżeli my nie zrezygnujemy z nich. Trzymanie dzikich zwierząt w niewoli, wykorzystywanie zwierząt jako środków transportu, czy sprzedaż pamiątek ze zwierząt powinno spotykać się ze zdecydowanym sprzeciwem. Podczas wakacji zastanówmy się nad swoimi decyzjami i wybierajmy etyczne atrakcje zwierzęce. Podziwiajmy dziką przyrodę w taki sposób, aby mogły się nią cieszyć następne pokolenia.

  • 3

    Magdalena Jarocka

    Redaktorka

    Redaktorka, podróżniczka, przewodniczka, mól książkowy i pożeracz słodyczy. 

Odkryj inspirujące wyprawy

Polecane wyprawy

Wyjątkowe wyprawy poza utartymi szlakami, warsztaty fotograficzne w klimatycznych miejscach i podróże w rytmie slow, które celebrują lokalne tradycje.

Zobacz wszystkie